poniedziałek, 28 grudnia 2015

Dzień drugi.

Ethan

Gdy następnego dnia obudziłem się, ujrzałem spokojną twarz tego gówniarza. Spał na pierwszy piętrze dwupiętrowego łóżka naprzeciwko mnie. Wygląda całkiem słodko. Oj chrzanić zasady: wygląda mega słodko. Dziecięca twarz, szare, niezniszczone i błyszczące włosy oraz malutkie uszka. Lekko zadarty nosek tylko dodawał mu jeszcze większego uroku. Z jego ust sączyła się cienka strużka śliny. Kulka słodkości. Oni go tu zabiją, albo zgwałcą pod prysznicem. Będę musiał trzymać się blisko niego, żeby mu nie zrobili dużej krzywdy. Kurwa mać. Czuję się jak zabujana nastolatka. Rozumiem, że sam siedzę w tej celi aż 3 lata, no a mój stan psychiczny już wykańczał sam siebie. To chore. Naznacz go. Naznaczyć go? Ale jak? Tatuażu mu nie zrobię, no chyba, że będzie mi się nadal stawiał. Uderzyć. Uderzyłbym, ale szkoda takiej buźki. Ale masz jebany dylemat, Ethan. Pięknie. Wstałem ze swojego łóżka i podszedłem do niego. Spał jak małe dziecko. Zwinięty w kulkę przytulał się do poduszki. Nawet nie chrapał. 17 lat. Rozszarpią go na kawałeczki. A jak stanę w jego obronie, to stracą strach, który do mnie czują. Dość długo zbierałem szacunek i strach. Niech sam sobie radzi.

Kilka godzin później, cela 69

Gdy młody się obudził nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że go obserwuję z górnego piętra. Chodził po pokoju, raz do toalety, a raz patrzył przez okno.
- Co tak łazisz? - Spytałem, gdy oparł się o łóżko na którym siedziałem.
- Aaaa! - Noe jak oparzony odskoczył od łóżka i zaliczył glebę koło szafki. Zszedłem z łóżka jednym szybkim skokiem.
- Ale z ciebie łamaga. - Wyciągnąłem paczkę fajek i zapalniczkę.
- Nie można takich rzeczy trzymać w więzieniu. - Powiedział szybko.
- Jak się zapewne domyślasz mam takie przywileje, bo nawet strażnicy się mnie boją jak wpadnę w szał. - Odpaliłem jednego. - Chcesz spróbować?
- Nie. - Chłopak usiadł na pierwszym piętrze łóżka i podsunął się aż pod ścianę. - Ja nie palę i nie chcę. To zabija.
- Haha. - Zaśmiałem się. - Skąd to wiesz? Rodzice ci powiedzieli?
- Zamkniesz się? - Warknął cicho, jakby nie do mnie. Czas pokazać mu gdzie jego miejsce. Usiadłem tam gdzie on, złapałem za jego rękę i pociągnąłem za nią
- Lekcja pierwsza, bachorze. Nie warcz na mnie i nie uciszaj króla, jasne?! - Popatrzyłem na niego zimnym wzrokiem. Chłopak wystraszył się trochę, ale nie zrobił kroku.
- Prędzej ty potrzebujesz lekcji! - Wykrzyczał lekko speszony moimi słowami.

Koniec zabawy dzieciaku. Zaciągnąłem się po raz ostatni, a potem zgasiłem papierosa na jego skórze. Chłopak krzyknął i próbował ruszyć ręką, co sprawiało mu jeszcze większy ból. Kilka łez poleciało mu po policzkach. Uśmiechnąłem się szczęśliwy. Gdy skończyłem zabawę, puściłem jego rękę i oparłem się o drabinkę, a nogą uniemożliwiłem mu ucieczkę. Młody przez chwilę płakał, a potem zaczął się przyglądać bliźnie. To jeszcze nic.
- Jak tu trafiłeś? - Spytałem wyciągając kolejnego papierosa i odpalając go.
- Przez bycie świadkiem.. Długa historia - uspokoił się, ale nadal pocierał ranę. - A ty?
- Nieważne. - Zaciągnąłem się dymem i wciągnąłem go do płuc. Zakaszlałem. Cholerstwo nadal pali mimo, że nie raz się tak zaciągnąłem. - Opowiesz mi coś o sobie, dzieciaku?
- Mam 17 lat, niedawno przeniesiono mnie do liceum do Sosnowca, ze względu na moje zachowanie i wyniki...
- Aż tak słabe? - Zaśmiałem się i popatrzyłem na mojego papierosa. Jeszcze połówka.
- Właściwie dobrze się uczyłem i miałem dobre zachowanie, ale rodzice postanowili się ze mną tu przeprowadzić...
- Te miasto cieszy się złą sławą, wiesz? - Odkaszlnąłem.
- Dowiedziałem się tego dopiero jak zadzwonił do mnie w połowie drogi kumpel z ostrzeżeniem. - Przerwał nagle i kontynuował. - Nie możemy porozmawiać o czymś innym?
- W sumie czemu nie? - Patrzyłem przez okno, na niebieskie niebo takie jak kudły Edwarda.
- Wczoraj mówiłeś coś o jakiś ksywach. - Powiedział nieśmiało.
- A, tak. Ja mam ksywkę Nightmare.
- Ale dlaczego akurat Koszmar?
- Bo jestem tak straszny, że nawet najtwardsi z więźniów budzili się z krzykiem w nocy i wrzeszczeli MOJE imię. Tak jakbym był ich panem i władcą. - Pochwaliłem się. Dużo nie zarobię w jego oczach przez te przechwałki o więzieniu. Ale za to wyrobi mu się o mnie jakieś zdanie. Straszne.

Usłyszałem kroki. Czterech strażników. Nowość, czemu nie sześciu jak w tamtym tygodniu? Łajzy. Schowałem fajki i zapalniczkę.
- O-obiad. - Zająknął się jeden ze strażników. Wstałem, a chłopak niepewnie zrobił to samo. Poczochrałem mu włosy. Gdy strażnicy weszli od razu skuli mnie i małego. Chłopak z lekkim strachem patrzył na to, jak mnie przeszukują. Na szczęście schowałem fajki. Patrzyłem jak szukają w moich kieszeniach wszystkiego co niebezpieczne dla nich i dla więźniów. Robili to z wielką niechęcią, ponieważ słyszeli historię jak to zgwałciłem strażnika a potem go zabiłem. Ale o tym później.
- Stań przodem do ściany.
- Już, już. Co się tak spieszycie? Mam dożywocie, będziecie codziennie się ze mną spotykać. Czy to nie brzmi jak fajna zabawa? - Ostatnie słowa wyszeptałem. Poczułem, jak strażnicy srają się podejść. Z małym też działali ostrożnie. Wiedzieli, co ja sądzę o kimś kogo naznaczyłem czymkolwiek. Jemu poczochrałem włosy. Wiedzą, że jest mój.

Kilka minut później, stołówka w więzieniu w Sosnowcu

Usiadłem przy moim stałym miejscu. O właśnie TE miejsce wszyscy się biją. Z tej perspektywy widać wszystkie inne stoły jak i innych więźniów. Jest po prostu idealne.
Ogólnie sala obiadowa jest ogromna. Mieści się tutaj ok. 200 więźniów na raz. Każdy stolik ma określoną ilość krzeseł, np. w moim mieści się sześć osób. Ja, Nick, Feliks, Kuba i Rafał. Jedno miejsce (te koło mnie) zawsze jest puste. Dziś koło mnie zasiądzie Noe.

Chłopak siedział spokojnie koło mnie. Co chwilę uśmiechałem się do niego. Kiedy ten gówniarz się czerwieni wygląda bardzo słodko. Ach wezmę Cię... dziś przed tą kolacją.
- A nie powinniśmy iść po jedzenie? - Spytał chłopak cicho.
- Jak chcesz to idź. Ja nie jem obiadów. Smakują dziwnie, ale i tak gotują lepiej od Geslerowej. Przychodzę tu tylko i wyłącznie dla towarzystwa.
Nagle zobaczyłem kilka znajomych sylwetek idących w naszą stronę. Uśmiechnąłem się słodko. Nie słodko jak ten gówniarz, tylko słodko, ponieważ chwila tego wymagała!
Koledzy szli powoli w moją stronę. Na pierwszy rzut oka najbardziej wyróżniał się Nick. Blond włosy i przefarbowana na róż, pedalska grzyweczka. Wiadomo, kto gwałci pod prysznicem. Od razu odwzajemnił mój uśmiech i gdy zobaczył Noe'go sugestywnie poruszył brwiami i oblizał usta, a jego piwne oczy zabłysły. Ubrany w więzienny uniform nadal płonął seksapilem i otaczał wszystkich swoją różaną aurą. Romantyk z niego owszem, ale jeśli chodzi o 'trwały związek' to on odpada. Oczywiście za nim kroczył najwyższy z nas, Kuba, o czarnych jak węgiel oczach. Brąz włosy jak zwykle upięte w wysokiego kucyka, który lekko dodawał mu uroku. Kocha grać w kosza na zewnątrz, nienawidzi bezczynności. Szrama przecinająca jego szyję i tatuaż obok 'Oszukałem Śmierć' odstrasza wszystkich dookoła. Mięśnie ma też największe jednak mi to tam wisi. Uwielbia siłować się na rękę i wygrywać. Koło niego kroczy wchłonięty w swój mroczny świat Rafał. Jego ciemne jak mrok włosy zasłaniające jego piękne, żółte oczy wnerwiają mnie. Chłopak ma chyba najwięcej tatuaży z całego więzienia. Woli siedzieć w cieniu i grać sam ze swoją wyobraźnią w karty. Zdecydowanie najniższy z nas, ale za to najgrubszy. Chłopak nie raz zaskakiwał szybkością swoich rywali. To, że czyta książki, nie znaczy, że kujon. Potrafi przywalić tak, że poleci krew. Oczywiście na nim uwiesza się Feliks. Zawsze uśmiechnięty chłopak, który tak pociesza, że ma się ochotę popełnić samobójstwo albo kolejne morderstwo. Wkurza nawet zwierzęta. Jego długie popielate kłaki związane w niskiego kuca niczym nie przypominają pięknych włosów Noe'go. Oprócz tego, że Feliks ma oczy w kolorze gówna, to jeszcze wiecznie jest głodny. Chyba dlatego waży najwięcej. Każdy z nich ubrany jest ten sam, znajomy pomarańczowy uniform, tylko ja i Noe go nie mamy. Gdy panowie przyszli zaczęła się draka, kto siedzi koło mnie. Ostatecznie koło mnie siadł Rafał i jego straszna, mroczna aura.
- Kto to? - Zapytał siedzący koło MOJEGO chłopaka Feliks.
- To jest Noe. Nowy, mieszka ze mną w jednej celi. - Uśmiechnąłem się. Popatrzyłem po kolegach. Każdy bez wyjątku przyglądał się nowej maskotce naszego stołu.
- Jaki słodki. - Powiedział Nick i oblizał usta. - Aż chce się go zjeść.
- Nie pozwalam. Jest mój! - krzyknął Feli, czyli Feliks.
- Kto wam powiedział, że jest wasz? Jest mój! - Warknął Kuba.
- Ej, ej. Dzieciaki, uspokoić się. Jest mój, naznaczyłem go. - Pochwaliłem się. Złapałem rękę chłopaka i pokazałem im ranę po papierosie. Chłopak posłusznie pozwalał mi wywijać jego ręką w powietrzu.
- Słabo. - Fuknął Kuba. - Ale przyznaję, ja bym temu dziecku tak nie zrobił.
- Ja się tnę, ale nie mógłbym ciąć kogoś innego. - Przyznał Rafał i mruknął kilka przekleństw pod nosem, gdy zobaczył moje zawiedzione i wkurwione spojrzenie. Jak znowu mógł się pociąć?!
- Znowu się ciąłeś?! - Spytałem podnosząc brew do góry i patrząc na niego zimnym wzrokiem. Chłopak uciekał spojrzeniem. Wyszeptał ciche 'tak', a ja przekląłem pod nosem.
- Powiedz 'a' słodziaku. - Usłyszałem głos Nick'a, który chciał nakarmić Noe'go. Pierwszy raz dziecko zobaczyli, czy co?
- A wy co? - Spytałem kierując swoją uwagę na Noe'go, który jak najdalej odsuwał się od chłopaków, przez co o mało co na mnie nie wpadł. Wziąłem go na kolana, a tak bardziej dosłownie pomiędzy. Ugryzłem jego płatek ucha i poczułem, jak młody zaczyna się trząść i cicho jęczeć z bólu. Po chwili poczułem w ustach posmak metalu, posmak krwi. Przestałem się na chwilę nim bawić, by sprawdzić czy żaden strażnik nie idzie. Gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem chłopaków patrzących na MOJEGO gówniarza z porządaniem i rządzą seksu. Dawno się nie ruchało, co?

Zaśmiałem się cicho, na co chłopcy przestali spoglądać łapczywie na moją szynkę i zajęli się sobą.

Cela 69, więzienie w Sosnowcu

Usiadłem na swoim łóżku i zacząłem myśleć. Nowość. Młody spał na swoim łóżku tuż przy ścianie. A co gdybym? Wstałem i rozważając wszystkie argumenty za i przeciw, podjąłem ryzyko i ułożyłem się wygodnie na jego łóżku. Noe mruknął coś niewyraźnie pod nosem, a potem wtulił się w moje ramię. Jego włosy delikatnie głaskały moją rękę. Jego twarz, jej wyraz był taki spokojny. Dziecięce rysy, malinowe usta, małe uszka i ten nosek. Jeszcze z jego ust ciekła cienka strużka śliny. Nosz kurwa, zaraz krwotoku z nosa dostanę. Gdy moje powieki zaczęły się robić ciężkie, nie wytrzymałem. Zasnąłem z maluchem w jednym łóżku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz