poniedziałek, 28 grudnia 2015

Dzień trzeci.

Noe

Obudziły mnie delikatne i jaskrawe promienie wschodzącego słońca. Przetarłem oczy i pierwsze co zobaczyłem to twarz. Twarz Ethan'a. Chłopak spał. Krzyknął bezgłośnie, gdy objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Moje policzki przybrały kolor pomidorka, a źrenice rozszerzyły się. W mojej głowie kłębiło się sto pytań. Czemu jestem w samej bliźnie? Czemu on ma tylko koszulkę i bokserki na sobie? Czemu leżymy pod jedną pościelą i do tego w jednym łóżku?
- Ethan...? - Szepnąłem. Boje się go zbudzić. Boję się, że znowu mi coś zrobi. Gdy poparzył mnie papierosem bolało. Rana nadal jest bardzo widoczna. Boje się jego i jego kolegów. Patrzyli na mnie jak na dziwkę. Czy jako, iż jestem najmłodszy... No i najładniejszy... Muszę robić za...
- Co? - Warknął cicho szatyn i jeszcze mocniej wtulił mnie w swój umięśniony tors, który skrywał pod koszulką.
- Puścisz mnie? - Spytałem, a chłopak otworzył oczy, po czym się uśmiechnął.
- Nie, moja szynka zostaje ze mną. - Uśmiechnął się ponownie i odwrócił mnie plecami do siebie. Poczułem jego spokojny oddech na moich włosach, oraz jego ciepłe i duże dłonie oplatające moje ciało. - Dzisiaj idziemy pod prysznic... Nareszcie poznam każdy centymetr twojego ciała.
Po moim ciele przeszły dreszcze. Jego słowa dudniły w mojej głowie i spowodowały, że moje policzki pokryły się rumieńcem. Chłopak przejechał wilgotnym językiem po mojej szyi. Próbowałem uciec, lecz jego silne ręce nie pozwoliły mi na to. Gdy poczułem jak ssa moją skórę, wiedziałem, że chce mnie naznaczy. Chce, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem jego. Nawet nie wiem jak wyglądają te wspólne prysznice. Czy są takie jak na filmach, że jak upuścisz mydło i się po nie schylisz wezmą cię od tyłu, czy są normalne i da się umyć gdy ogląda cię tuzin facetów bez ubrań. Ale jednocześnie coś mnie ciągnie do tego prysznica, a jest tym czymś ciekawość. Chciałbym zobaczyć nagie ciało Ethan'a. Jego tatuaże, rany czy szwy. Ale czemu? Czemu wyobrażam sobie niebieskookiego pod prysznicem? To nienormalne, chore i nierealne. To sen. Ja... Nie myślałbym o czymś takim. Czemu to jest takie powalone?
- O czym myślisz? - Szepnął mi do ucha, po czym lekko je nadgryzł, prosto w ranę. Zabolało, i to bardzo.
- Nie, proszę... - Szepnąłem cicho. Mimo głośności dźwięku, który z siebie wydawałem czuć było w nim strach. To prawda, bałem się. On mnie krzywdzi. Gryzie, przypala, naznacza. Czerwone ślady niedługo zaleją moją skórę. Moja odwaga postawiła żagiel i odpłynęła w siną dal za horyzonty strachu. Wrażliwość oraz strach przejęły moją podświadomość. Strach miesza się ze wstydem, bólem... Z wszystkimi negatywnymi uczuciami. To co czuję, to wybuchowa reakcja. Gdy ona wybuchnie, wybuchnę i ja. Mimo moich jęków chłopak nie przestawał nawet na chwilę. Szarpanie z nim nie miało sensu. Krzyk nic nie da. Płacz.
Zacząłem szlochać. Na początku cicho, ale gdy ten nie przestawał rozpłakałem się, jak dziecko.
- Ciszej, albo sam cię uciszę, gówniarzu. - Warknął nadal bawiąc się moją raną na uchu. Lizał ją, ssał, podgryzał. Bawił się.

Mimo jego groźby nadal płakałem, popatrzyłem się na niego moimi szmaragdowymi oczami zalanymi łzami. Poczułem, jak po mojej szyi spływa krew z rany którą przegryzł. Jego mokrym językiem kreślił kółka, by zlizać moją krew. Mój płacz nie ustawał, a ja zacząłem się szarpać.
- Nie! Zostaw! - Krzyczałem rozpaczliwie, na co chłopak przeklął. Pociągnął mnie za włosy i przytrzymywał przy sobie. Płakałem. Trząsłem się. Przez głowę przeleciały mi chaotyczne myśli, wręcz samobójcze. Strach coraz szybciej obezwładniał moje ciało. Łzy zalewały materac i wszystko dookoła. Wszystko mnie bolało. Zwinąłem się w kłębek i pozwalałem mu na to. Gdy chłopak się znudził, wstał i poszedł do toalety zostawiając mnie kompletnie samego. Przykryłem się kołdrą aż po czubek nosa. Nie chcę tu być. Chcę być w ciepłym domu, w którym jest bezpiecznie i nikt mnie nie krzywdzi. Gdy uspokoiłem się, do celi ktoś wszedł. Niepewnie odwinąłem kołdrę i ujrzałem Edwarda.
- Co ci zrobił? No... Już, pokaż gdzie boli. - Chłopak delikatnie złapał mnie za podbródek i oglądając mnei z każdej strony notował coś w zeszycie. Gdy skończył, zaczął bandażować moją ranę na uchu. Na moich policzkach było widać zaschnięte łzy. Chłopak po skończeniu roboty położył się obok mnie na łóżku.
- Przeniesiecie mnie do innej celi? Błagam. - Popatrzałem na niego prosząco. Chłopak momentalnie posmutniał. Przygryzł wargę i jakby zastanawiając się, przedłużał odpowiedź.
- Niestety, nie mogę cię przenieść, ponieważ nie ma wolnego miejsca. Wybacz. - Powiedział cicho i wyciągnął z kieszeni lizaka. Masz, może to cię pocieszy.
Niepewnie wziąłem lizaka od stróża prawa i położyłem go pod poduszką. Chłopak przykryl mnie pościelą i odszedł bez słowa. Po drodze odkluczył łazienkę, wpuszczając do pokoju wkurzonego Ethan'a. Przestraszony schowałem się jeszcze bardziej i dodatkowo skuliłem.
- Hej, hej, nie chowaj się dzieciaku, przepraszam. Proszę wyjdź. - Zagadał przesłodzonym głosem. Zatrząsłem się i wyszedłem z mojego ukrycia. Na powitanie chłopak złączył nasze usta w brutalnym pocałunku. Gdy próbowałem się wyrwać chłopak złapał mnie za włosy i mocno pociągnął. Pisnąłem. Ponoć palenie żywcem najbardziej boli, jednak mnie najbardziej boli ciągnięcie za włosy, ten ból jest nie do opisania. Gdy chłopak przygryzł moją wargę po mojej brodzie ściekała moja krew. W oczach pojawiły się łzy, gdy zobaczyłem, że chłopak nie ma zamiaru przestać. Dla niego to była zabawa, a dla mnie ból...
- Ethan... To boli... - Łkałem.
- Zamknij się gówniarzu, to ma boleć. - Warknął w moje usta. Gdy poczułem jak odpina pasek od moich spodni drgnąłem jak przestraszony. Ja nie chcę stracić dziewictwa. Ja wolę być męską dziewicą! Nie chcę. Tak bardzo nie chcę!
- Nie! - Krzyknąłem gdy powoli ściągał moje dżinsy z nóg.
- Ciii. - Położył palec na moich ustach i uśmiechnął się podle. Jego uśmiech, zachowanie, ból jaki mi sprawiał. To dla mnie za dużo. Jestem jeszcze dzieckiem! Przyznaję się... Jestem gówniarzem. Ale czemu akurat ja muszę być w tej celi z tym gościem? To nie sprawiedliwe!
- Przestań, proszę... - Z moich oczu wypływało coraz więcej łez. Byłem bezsilny. Nie miałem tyle odwagi, siły czy sprytu, żeby się z nim równać. Jestem żałosny. I słaby.
- Nie proś, bo to nic nie da.
Oblizał wargi, a potem zaczął jeździć swoim językiem wzdłuż moich gołych już nóg. Nic mi nie pomoże. Nikt mi nie pomoże. Nagle poczułem ból w okolicach mojego uda. Krzyknąłem. Gdy zobaczyłem krew i uśmiech tego potwora, wiedziałem. Ugryzł mnie. Spanikowałem. Zacząłem wierzgać się i wyrywać spod ciała Ethan'a. Byłem cały roztrzęsiony. Nikt mi nigdy nie sprawił tyle bólu co ten chłopak, a znamy się dopiero trzy dni. Nie znam jego przeszłości, nie wiem za co siedzi, nic o nim nie wiem. Znam jego imię i nazwisko: Ethan Carther. I tyle. Nigdy nie wyobrażałem sobie siebie w więzieniu, wśród najgorszych więźniów. Nigdy.
- Boli? - Spytał chłopak szeptem nadal mnie przytrzymując.
- T-tak. Pro-proszę, przestań.
- Gdy chłopak miał mi zdjąć bokserki, zza metalowych drzwi usłyszeliśmy 'Prysznic'. Chłopak przeklął, wstał i rzucił mi spodnie oraz resztę moich ubrań.
- Ubieraj się. Już. - Warknął patrząc na mnie wzrokiem zabójcy. Jego chłodny wzrok sprawiał, że coraz bardziej bałem się tego człowieka. Jego zachowania, wszystkiego co było z nim związane. Boję się i chyba nigdy nie przestanę. Ubrałem się posłusznie, a po chwili do celi weszło czterech strażników. Przeszukali nas a potem kazali wziąć wszystkie potrzebne rzeczy do mycia. Z wykonywaniem rozkazu towarzyszył mi strach i niepewność.

Prysznice w więzieniu, w Sosnowcu.

Gdy wszedłem do pomieszczenia, o mało co nie zadławiłem się powietrzem. To miejsce było jednym wielkim prysznicem. Nie było kabin, tylko jedno wielkie pomieszczenie. Ethan popchnął mnie do przodu. Strażnicy wyszli od razu. Czarnowłosy siadł na małej ławeczce koło szafek, w których można było zostawić swoje rzeczy. Gdy chciałem odezwać się do chłopaka usłyszałem odgłos otwieranych metalowych drzwi. Do pomieszczenia weszli koledzy Ethan'a. O kurde.
- Hej malutki! - Blondi z różową grzywką podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Nick, zostaw go. - Warknął zdenerwowany Ethan. - To moja szynka.
- Chciałbyś. - Powiedział blond włosy i jeszcze mocniej mnie przytulił. Najwyższy chłopak z tej całej grupy odciągnął tego napaleńca ode mnie i sam podniósł mnie dość wysoko. Głową dotykałem sufitu. - Ej no! Oddawaj go. - Warknął Nick. - Noo, Kubuś...
- Jak mnie kurwa nazwałeś?! - Warknął brązowowłosy, stawiając mnie na ziemię, gdzie dopadł mnie popielatowłosy chłopak z dziwnym uśmiechem.
- Nosz kurwa Feliks! - Warknął Ethan, gdy zobaczył, że chłopak podnosi mnie i przytula do siebie. - Oddawaj go!
- Ty masz go na co dzień. - Burknął Feliks i posłał niebieskookiemu diabelski uśmieszek. Patrzyłem na to wszystko z niepokojem. Już nie wiem, który raz, która osoba mnie podnosi. Za dużo się dzieje. Niech was szlag. Jak się okazało, drugi czarnowłosy chłopak to Rafał. Ma piękne żółte oczy i rany po tępym nożu na nadgarstkach. Gdy chłopcy się rozebrali od razu rzucili się na mnie jak Reksio na szynkę. Stałem tam pół nagi i przestraszony. Niech robią sobie co chcą... Mnie to nie obchodzi. A jak stracisz dziewictwo? Przekląłem cicho.
Ej no Kuba przesuń się! - Warknął mój współlokator próbujac przedrzeć się przez trzech napalonych facetów tworzących mur. Chłopak wyciągnał zapalniczkę i wódkę dobrze ukrytą w szafce. Pierdolić to, że na suficie jest alarm. Moje źrenice rozszerzyły się. On zamierza to zrobić. Gdy chłopak miał już pic alkohol, do celi wbiegli odziani w przeciwpożarowe mundury strażnicy. Obezwładnili Ethan'a i wyprowadzili go nie wiadomo gdzie. Gdy metalowe drzwi zamknęły się za strażnikami, chłopcy nadal nie odeszli nawet na krok. Czemu ich ode mnie nie odepchnęli? Oni im na to pozwalają?! To nienormalne. Chciałem piszczeć, krzyczeć i wierzgać jak szalony, ale wiedziałem, że wtedy uznaliby mnie za wariata i wepchali siłą do psychiatryka. Zawsze byłem słaby psychicznie. Miałem około czterech prób samobójczych. Przez dziewczynę, przez kolegów, przez rodziców, po stracie najbliższego kumpla. Ma dojść jeszcze piąta?
- To co, zabawimy się? - Spytał Nick sugestywnie poruszając brwiami.
- Nie... - Szepnąłem chowając się w wzgłębieniu w ścianie. Rafał nie odzywał się, przebrał się i od razu poszedł pod prysznic. Widziałem jak z jego ran wypływa krew, widziałem jego szwy i tatuaże. Wiele tatuaży. Na plecach miał niebieskiego, chińskiego smoka wodnego. Był cudowny.
- Okej, to losujemy. No to Rafał i wszyscy pomyślmy jakąś liczbę od jednego do czterech. Porucha ten, którego numer wypadnie. - Powiedział zadowolony ze swojego pomysłu Feliks. - Okej, ja i tak wiem jaki wy pomyślicie; znam was. Okej, to teraz młody. Powiedz jakiś numerek od jednego do czterech, zobaczymy na kogo wypadnie.
- Cz-cztery. - Wszyscy chłopcy zajęczeli niezadowoleni. Rafał widocznie z małym uśmiechem rozepchał się pomiędzy kolegami i nieśmiało wziął mnie na ręce. Mimo tego, że jest niższy od reszty jest naprawdę silny.
- Spokojnie, nic Ci nie zrobię. - Szepnął mi do ucha. - Nie jestem taki.
Gdy chłopak delikatnie zaczął mnie rozbierać spłonąłem rumieńcem. Reszta patrzała na swojego kolegę z zazdrością. Myli się pod ścianą po drugiej stronie. Patrzyli, jak chłopak opiekuńczo patrzy na mnie. Jak stara się, bym się nie bał. Uśmiechał się powoli zdejmując moje ubrania. Myślałem, że jest taki sam jak oni. Dziwny, nadpobudliwy czy jest sadystą. Jednak nic na to nie wskazywało. Gdy już byliśmy 'gotowi' weszliśmy pod ciepły strumień. Chłopak namydlił sobie ręce i zaczął myć mi ciało. Jego ruchy były delikatne i wolne. Lekko pieścił moje ciało. Byliśmy tak blisko, jednak on nic mi nie zrobił. Nic podejrzanego, po prostu mył mnie.Gdy nagle upadło mu mydło, przestraszyłem się jak małe dziecko. Jednak żółtooki podniósł je szybko i sprawnie. Gdy mył mi delikatnie włosy, przez moje ciało przeszedł dreszcz przyjemności. Nie jest źle. Chłopak robił to z precyzją i uśmiechem na ustach. Nie odzywał się, ale widziałem na jego ustach uśmiech. A jego uśmiech wprost rozjaśniał moje wnętrze. Teraz, gdy przylizał swoje włosy do tyłu, widziałem jego piękne kocie oczy. Nigdy nie widziałem tak wspaniałych oczu jak te. Takie tajemnicze, ciepłe, wyrażające wszystkie uczucia. Piękne.

Cela 69, więzienie w Sosnowcu

Gdy wróciłem do celi, moje włosy były jeszcze mokre. Od razu położyłem się do łóżka nie zwracając uwagi na to, że pewnej osoby brakuje w tym pokoju. W sumie cieszyłem się, że go nie ma. Dzisiejszy dzień nie był taki zły jak mi się wydawało. Cieszę się, że wybrałem Rafała, nie wiem, co by było gdybym wybrał Nick'a. Gdy moje powieki opadły, szybko zasnąłem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz