Ethan
Trzy dni w izolatce za posiadanie 'broni palnej'. Nie spodziewałem się, że tak szybko zareagują. Nie zrobiłbym tego... Chciałem ich tyłki troszeczkę nastraszyć. No i troszeczkę spalić im te kudły. Przez całą noc zastanawiałem się, czy ten gówniarz jest jeszcze dziewicą i czy żyje.
W izolatce spędziłem w sumie połowę swojego wyroku. Bardzo dobrze znam to miejsce. Własciwie to tak jakby moja druga cela. Za dwa dni wrócę do celi. Dwa jebane dni. 48 gdzoin bez moelstowania tego dzieciaka. Kurde, akurat mi go zabrali kiedy chce mi się kogoś porządnie wyruchać. Jak tylko wrócę do celi zabiorę się za niego, i to tak, że aż poleci krew. Pewnie każdy sobie o mnie myśli jak o sadyście. W sumie można mnie tak nazwać. Kocham krzywdzić innych, patrzeć jak leje się krew z mojego powodu czy w końcu gwałcić kogoś z okrucieństwem. To mnie podnieca. Kogo by nie podniecał widok dziewczyny/chłopaka całego w ranach i krwi błagającego, bym przestał, bo boli? Cudowny widok. Mam tak od dzieciństwa. Każdy od razu wmawiał mojej matce, że zostanę jakimś psycholem. Urodzony w listopadzie psychopata o dziwnych skłonnościach do kaleczenia ciała drugiego człowieka - tak stwierdziła moja sąsiadka gdy rzucałem kamieniami w kolegę. Phi. gdyby teraz mnie zobaczyła, to by się popłakała.
Trochę długawe, czarne jak smoła włosy, przesiąknięte papierosowym dymem. Niebieskie oczy, które dawno straciły blask, a nabrały psychopatycznego lśnienia. Usta czerwone i wąskie: straciły już swój naturalny wyraz i delikatność. Nos... on pozostał bez zmian. Nawet moja dusza, mój charakter czy zachowanie. Zmieniło się. Tamten ja przeminął... Umarł. Z małego chłopca, który rzucał kamieniami w swoim rodzinnym miasteczku stałem się mordercą, który myśli tylko jak bardziej rozsławić swoje imię na całym świecie. Właściwie, już to zrobiłem. Każdy zna moją przeszłość kryminalną. Byłem chyba w każdej telewizji na świecie. Ostrzegano przede mną, proszono by nie nawiązywać ze mną kontaktu, nie pomagać mi. W sumie gdyby nie mały błąd, nie było by mnie tutaj. O, szalona przeszłości...
Siedziałem na szarym materacu, który leżał tuż obok drzwi. Małe pomieszczenie było straszne. Ledwo świecący żyrandol nadawał mroku. Szare ściany były smutne jak zawsze, o brązowej jak gówno podłodze nie wspomnę. Choć byłem przyzwyczajony do przebywania w tym ciasnym pomieszczeniu, nadal czułem czyjąś obecność, przez co czułem dyskomfort. Mimo, że nie było tu w sumie nic oprócz kibla i materaca na którym siedziałem, nie było tak źle. W Stanach Zjednoczonych było o wiele gorzej. Moje rozmyślenia przerwały kroki. Osoba, której buty wydawały tak okropne dźwięki, szła do izolatki. Mojej izolatki. Oparłem się wygodniej o ścianie i przymknąłem oczy. Po chwili drzwi otworzyły się, a do pomieszczenia weszła znana mi osoba. Gdy zamknęli drzwi otworzyłem oczy, a mi ukazała się kobieca sylwetka. Wiedziałem, że słyszę tupot obcasików tego plastiku.
Przede mną stała dumnie wyprostowana blondynka o brązowych oczach, małym nosku i pomalowanych na czerwono ustach. Na twarzy kilo tapety, na włosach kilo odżywki, a w cyckonoszu kilo waty. Dziwne, że ta deska trzyma się na nogach. Jej ubranie pokazywało powagę jej osoby. Marynarka i sukienka ledwo zakrywająca jej tłustą dupę napełnioną sylikonem czy innym gównem. Ach te baby...
- Pan Carther? - Spytała nakładając okularki na nos. Przejrzała listę, nabazgrała coś.
- Przecież widzi mnie pani praktycznie codziennie. Po co pani pyta? - Spytałem i uśmiechnąłem się po mojemu do niej.
- Co tym razem pan zrobił? - Spytała ignorując moje pytanie. Fuknąłem i poprawiłem włosy.
- Jak zwykle wie pani więc po co te pytania? To oczywiste, że pani wie, przecież nie przychodziła by pani mnie tak po prostu odwiedzić. - Powiedziałem patrząc na nią jak na ostatniego debila. Ta panna to pani Elisabeth Finn. Jest... No nie wiem jak to nazwać. Zapisuje ona wszystkie moje przewinienia, a potem daje je policji, by ta włożyła je do mojej i tak napchanej już teczki. Razem ze mną analizuje moje zbrodnie i wymierza jakąś określoną karę, czy dodaje mi jakieś lata do mojego wyroku, który i tak mam do końca życia.
- Ach, Ethan, dobrze wiesz, że jeszcze kilka przewinień i wylądujesz na stryczku na Florydzie. - Warknęła udając oburzoną. Grała trochę rolę mojej matki, też zazwyczaj opierniczała mnie za byle co.
- Elisa, dobrze wiesz że taki będę. A co do stryczka, to polskie rząd mnie obroni. - Zakpiłem.
- Nie zawsze matole. Więc mógłbyś się trochę naprawić pod względem zachowania. Sąd najwyższy ostrzegał, że jeśli dostanie kolejne twoje papiery o twoich zbrodniach każe cię przenieść na Florydę, gdzie będziesz czekał na wyrok. Wiesz, że możesz zginąć? Nie rozumiesz? - Zaczęła krzyczeć.
- E tam, to tylko śmierć. Nic wielkiego. - Powiedziałem z kpiną.
- Słyszałam, że masz nowego współlokatora. Jeżeli go nie zabijesz, to może nie pojedziesz na Florydę. - Powiedziała machając rękami. - Dobrze, ja już idę panie Carther.
- Dobrze, pani Elisabeth.
Wyszła i nawet nie powiedziała mi co mogą mi jeszcze zrobić jak wyjadę na Florydę. Ach, zawsze tak mówi a potem i tak polski rząd mnie broni. Za to kocham Polskę! To dopiero kraj, nie zabiją mnie tylko będą trzymać i utrzymywać. Idioci płacą na mnie podatki i biorą kredyty, by jakoś mnie utrzymać.
- Szlak. - Warknął jeden ze strażników.
- Co jest? - Spytal drugi.
- Lać mi się chce, a kamera patrzy...
- Ehem, no to idź do izolatki.
- Powaliło?! Carther to najgroźniejszy z więźniów! Nie słyszałeś jakie plotki o nim krążą? Ponoć zabił dwadzieścia osób, w tym jednego strażnika i go zgwałcił...
- Ja słyszałem, że gwałcił po zabiciu. - Usłyszałem trzeci głos.
- Fu. Jakim to trzeba być potworem, żeby tak kogoś zabić.
- Co zabić jedną osobę, a dwadzieścia! To już nie człowiek! Ostatnio krążyły historie, jak on zażynał te ofiary. Potworność! To jest sadysta nad sadystami!
A to plotkary. Tak w pracy rozmawiać o najgroźniejszym więźniu? Nie boicie się, że was zabije? Haha, uwielbiam jak ludzie czują do mnie strach. Wstałem i oparłem się o ścianę. Zasłuchałem się w trójce plotkarzy, którzy mnie obgadują. Zacząłem patrzyć na nich przez okienko.
- Ja zaś słyszałem, że Floryda wzywa go na stryczek. - Odezwał się facet z pokaźnymi wąsami.
- Serio? - Pytał 'świeżak'. - Nie wiedziałem, że to aż takie ziółko!
- A żebyś wiedział. Jest skazany na dożywocie. Wiesz ile straznikó zwolniło się z jego powodu? Chyba z 200! - Zachwycił się pan wąs.
- Słyszałem, że zgwałcił raz strażnika, że ten umarł z wyczerpania! Powiedział grubas z łysiną. Chyba czas włączyć się w tę dyskusję. Gdy miałem zacząć temat o mnie, uslyszałem kroki. Strażnicy przybrali pozycję słupa. Zero z nimi zabawy. Usiadłem i popatrzyłem się na drzwi.
- Spocznijcie panowie. Macie wolne, wyjdźcie. - Warknął znajomy głos. Hah, Edward.
- Tak jest! Odpowiedzieli we trzech. Po chwili usłyszałem zamykanie drzwi. Trzej muszkieterowie wyszli, a do mojej celi wszedł Edward.
- Cześć... Au. - Powiedziałem, ale chłopak walnął mnie gazetą. - A to za co?
- Za uśmiech wiesz? Ty idioto! Piszą o tym w gazetach! Była Elisa? - Spytał i usiadł koło mnie podając mi gazetę.
- Tak jak ty opierniczała mnie na lewo i prawo. - Odpowiedziałem przeglądając gazetę. - To na pierwszej stronie!
Uśmiechnąłem się do siebie.
- I to jest dla ciebie osiągnięcie zjebie? Wiesz, że Floryda czeka?
- Tak wiem. A jak tam u tego gówniarza?
- Byłem dzisiaj u niego i zaprowadziłem na stołówkę. Właściwie cieszy się, że ciebie nie ma. - Edward posłał mi ciepły uśmiech. - Ale mnie wszystko boli.
- CO tym razem? - Spytałem opierając się o jego plecy.
- Dyrektor mnie opierdzielił, że muszę cię lepiej pilnować. I jeszcze twoi kumple dali mi w kość.
- No widzisz... - Mruknąłem zsuwając się na jego kolana.
- Co ty wyprawiasz? - Spytał mnie, patrząc mi w oczy;.
- Pamiętasz kiedy byliśmy razem? To było takie cudowne...
- Mówisz tak, tylko dlatego, że chce ci się ruchać? - Spytał podnosząc brew do góry. Zna mnie na wylot. Podniosłem się i przyszpiliłem go do ściany. Usadowiłem się na jego kolanach i pocałowałem delikatnie w usta czekając na pozwolenie. Wiem, że Edward czasem potrafi bez czegoś takiego zrzucić mnie i obrazić się jak małe dziecko. Gdy chłopak otworzył usta, od razu wpakowałem swój język na pokład. Gdy nasze języki oplotły się, poczułem smak czekolady której bardzo dawno nie jadłem. Przejechałem językiem po jego podniebieniu. Chłopak zamknął oczy i całkowicie oddał się pocałunkom. Gdy zabrakło mi tlenu oderwałem się od niego ku niezadowoleniu obu storn. Zjechałem językiem na jego szyję. Gdy wyczułem jego tętno, ugryzłem go w to miejsce.
- Auć! Nie gryź! - Warknął odciągając mnie za włosy. - Ty idioto, jak ja to kumplom wytłumaczę?!
- ugryzł mnie mój przyjaciel, bo pragnął mnie rżnąć jak dziki.
- Chciałbyś. Nie ma. - Warknął i wstał. Po chwili zniknął za drzwiami. Cholera. I już jest obrażony. No pięknie i co ja teraz zrobię z moim stojącym żołnierzem?
Odpiąłem pasek i położyłem go na podłodze. Odpiąłem guzik i rozsunąłem zamek spodni. Odchyliłem lekko bokserki, a z nich wyleciał mój sterczący penis. Cholera. Jak ja nie lubię tego sam robić. Wyobrażam sobie... kurde jakie to trudne. Wyobrażam sobie Noe'go całego w krwi... Bawiącego się sobą. Naśliniłem trochę rękę a potem niepewnie położyłem ją na swoim żołnierzu. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Powoli jeździłem dłonią w górę i w dół, wyobrażając sobie wyżej wymienionego osobnika we krwi. Zacząłem przyspieszać moje ruchy. Przymknąłem oczy zaślepiony przyjemnością. Noe, Noe, Noe. Krew, ból, łzy. Achhhhh. Po chwili doszedłem z jękiem brudząc swoją koszulkę. Opadłem na materac.
- Noe. - Szepnąłem i odpłynąłem w krainę snów.
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Dzień trzeci.
Noe
Obudziły mnie delikatne i jaskrawe promienie wschodzącego słońca. Przetarłem oczy i pierwsze co zobaczyłem to twarz. Twarz Ethan'a. Chłopak spał. Krzyknął bezgłośnie, gdy objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Moje policzki przybrały kolor pomidorka, a źrenice rozszerzyły się. W mojej głowie kłębiło się sto pytań. Czemu jestem w samej bliźnie? Czemu on ma tylko koszulkę i bokserki na sobie? Czemu leżymy pod jedną pościelą i do tego w jednym łóżku?
- Ethan...? - Szepnąłem. Boje się go zbudzić. Boję się, że znowu mi coś zrobi. Gdy poparzył mnie papierosem bolało. Rana nadal jest bardzo widoczna. Boje się jego i jego kolegów. Patrzyli na mnie jak na dziwkę. Czy jako, iż jestem najmłodszy... No i najładniejszy... Muszę robić za...
- Co? - Warknął cicho szatyn i jeszcze mocniej wtulił mnie w swój umięśniony tors, który skrywał pod koszulką.
- Puścisz mnie? - Spytałem, a chłopak otworzył oczy, po czym się uśmiechnął.
- Nie, moja szynka zostaje ze mną. - Uśmiechnął się ponownie i odwrócił mnie plecami do siebie. Poczułem jego spokojny oddech na moich włosach, oraz jego ciepłe i duże dłonie oplatające moje ciało. - Dzisiaj idziemy pod prysznic... Nareszcie poznam każdy centymetr twojego ciała.
Po moim ciele przeszły dreszcze. Jego słowa dudniły w mojej głowie i spowodowały, że moje policzki pokryły się rumieńcem. Chłopak przejechał wilgotnym językiem po mojej szyi. Próbowałem uciec, lecz jego silne ręce nie pozwoliły mi na to. Gdy poczułem jak ssa moją skórę, wiedziałem, że chce mnie naznaczy. Chce, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem jego. Nawet nie wiem jak wyglądają te wspólne prysznice. Czy są takie jak na filmach, że jak upuścisz mydło i się po nie schylisz wezmą cię od tyłu, czy są normalne i da się umyć gdy ogląda cię tuzin facetów bez ubrań. Ale jednocześnie coś mnie ciągnie do tego prysznica, a jest tym czymś ciekawość. Chciałbym zobaczyć nagie ciało Ethan'a. Jego tatuaże, rany czy szwy. Ale czemu? Czemu wyobrażam sobie niebieskookiego pod prysznicem? To nienormalne, chore i nierealne. To sen. Ja... Nie myślałbym o czymś takim. Czemu to jest takie powalone?
- O czym myślisz? - Szepnął mi do ucha, po czym lekko je nadgryzł, prosto w ranę. Zabolało, i to bardzo.
- Nie, proszę... - Szepnąłem cicho. Mimo głośności dźwięku, który z siebie wydawałem czuć było w nim strach. To prawda, bałem się. On mnie krzywdzi. Gryzie, przypala, naznacza. Czerwone ślady niedługo zaleją moją skórę. Moja odwaga postawiła żagiel i odpłynęła w siną dal za horyzonty strachu. Wrażliwość oraz strach przejęły moją podświadomość. Strach miesza się ze wstydem, bólem... Z wszystkimi negatywnymi uczuciami. To co czuję, to wybuchowa reakcja. Gdy ona wybuchnie, wybuchnę i ja. Mimo moich jęków chłopak nie przestawał nawet na chwilę. Szarpanie z nim nie miało sensu. Krzyk nic nie da. Płacz.
Zacząłem szlochać. Na początku cicho, ale gdy ten nie przestawał rozpłakałem się, jak dziecko.
- Ciszej, albo sam cię uciszę, gówniarzu. - Warknął nadal bawiąc się moją raną na uchu. Lizał ją, ssał, podgryzał. Bawił się.
Mimo jego groźby nadal płakałem, popatrzyłem się na niego moimi szmaragdowymi oczami zalanymi łzami. Poczułem, jak po mojej szyi spływa krew z rany którą przegryzł. Jego mokrym językiem kreślił kółka, by zlizać moją krew. Mój płacz nie ustawał, a ja zacząłem się szarpać.
- Nie! Zostaw! - Krzyczałem rozpaczliwie, na co chłopak przeklął. Pociągnął mnie za włosy i przytrzymywał przy sobie. Płakałem. Trząsłem się. Przez głowę przeleciały mi chaotyczne myśli, wręcz samobójcze. Strach coraz szybciej obezwładniał moje ciało. Łzy zalewały materac i wszystko dookoła. Wszystko mnie bolało. Zwinąłem się w kłębek i pozwalałem mu na to. Gdy chłopak się znudził, wstał i poszedł do toalety zostawiając mnie kompletnie samego. Przykryłem się kołdrą aż po czubek nosa. Nie chcę tu być. Chcę być w ciepłym domu, w którym jest bezpiecznie i nikt mnie nie krzywdzi. Gdy uspokoiłem się, do celi ktoś wszedł. Niepewnie odwinąłem kołdrę i ujrzałem Edwarda.
- Co ci zrobił? No... Już, pokaż gdzie boli. - Chłopak delikatnie złapał mnie za podbródek i oglądając mnei z każdej strony notował coś w zeszycie. Gdy skończył, zaczął bandażować moją ranę na uchu. Na moich policzkach było widać zaschnięte łzy. Chłopak po skończeniu roboty położył się obok mnie na łóżku.
- Przeniesiecie mnie do innej celi? Błagam. - Popatrzałem na niego prosząco. Chłopak momentalnie posmutniał. Przygryzł wargę i jakby zastanawiając się, przedłużał odpowiedź.
- Niestety, nie mogę cię przenieść, ponieważ nie ma wolnego miejsca. Wybacz. - Powiedział cicho i wyciągnął z kieszeni lizaka. Masz, może to cię pocieszy.
Niepewnie wziąłem lizaka od stróża prawa i położyłem go pod poduszką. Chłopak przykryl mnie pościelą i odszedł bez słowa. Po drodze odkluczył łazienkę, wpuszczając do pokoju wkurzonego Ethan'a. Przestraszony schowałem się jeszcze bardziej i dodatkowo skuliłem.
- Hej, hej, nie chowaj się dzieciaku, przepraszam. Proszę wyjdź. - Zagadał przesłodzonym głosem. Zatrząsłem się i wyszedłem z mojego ukrycia. Na powitanie chłopak złączył nasze usta w brutalnym pocałunku. Gdy próbowałem się wyrwać chłopak złapał mnie za włosy i mocno pociągnął. Pisnąłem. Ponoć palenie żywcem najbardziej boli, jednak mnie najbardziej boli ciągnięcie za włosy, ten ból jest nie do opisania. Gdy chłopak przygryzł moją wargę po mojej brodzie ściekała moja krew. W oczach pojawiły się łzy, gdy zobaczyłem, że chłopak nie ma zamiaru przestać. Dla niego to była zabawa, a dla mnie ból...
- Ethan... To boli... - Łkałem.
- Zamknij się gówniarzu, to ma boleć. - Warknął w moje usta. Gdy poczułem jak odpina pasek od moich spodni drgnąłem jak przestraszony. Ja nie chcę stracić dziewictwa. Ja wolę być męską dziewicą! Nie chcę. Tak bardzo nie chcę!
- Nie! - Krzyknąłem gdy powoli ściągał moje dżinsy z nóg.
- Ciii. - Położył palec na moich ustach i uśmiechnął się podle. Jego uśmiech, zachowanie, ból jaki mi sprawiał. To dla mnie za dużo. Jestem jeszcze dzieckiem! Przyznaję się... Jestem gówniarzem. Ale czemu akurat ja muszę być w tej celi z tym gościem? To nie sprawiedliwe!
- Przestań, proszę... - Z moich oczu wypływało coraz więcej łez. Byłem bezsilny. Nie miałem tyle odwagi, siły czy sprytu, żeby się z nim równać. Jestem żałosny. I słaby.
- Nie proś, bo to nic nie da.
Oblizał wargi, a potem zaczął jeździć swoim językiem wzdłuż moich gołych już nóg. Nic mi nie pomoże. Nikt mi nie pomoże. Nagle poczułem ból w okolicach mojego uda. Krzyknąłem. Gdy zobaczyłem krew i uśmiech tego potwora, wiedziałem. Ugryzł mnie. Spanikowałem. Zacząłem wierzgać się i wyrywać spod ciała Ethan'a. Byłem cały roztrzęsiony. Nikt mi nigdy nie sprawił tyle bólu co ten chłopak, a znamy się dopiero trzy dni. Nie znam jego przeszłości, nie wiem za co siedzi, nic o nim nie wiem. Znam jego imię i nazwisko: Ethan Carther. I tyle. Nigdy nie wyobrażałem sobie siebie w więzieniu, wśród najgorszych więźniów. Nigdy.
- Boli? - Spytał chłopak szeptem nadal mnie przytrzymując.
- T-tak. Pro-proszę, przestań.
- Gdy chłopak miał mi zdjąć bokserki, zza metalowych drzwi usłyszeliśmy 'Prysznic'. Chłopak przeklął, wstał i rzucił mi spodnie oraz resztę moich ubrań.
- Ubieraj się. Już. - Warknął patrząc na mnie wzrokiem zabójcy. Jego chłodny wzrok sprawiał, że coraz bardziej bałem się tego człowieka. Jego zachowania, wszystkiego co było z nim związane. Boję się i chyba nigdy nie przestanę. Ubrałem się posłusznie, a po chwili do celi weszło czterech strażników. Przeszukali nas a potem kazali wziąć wszystkie potrzebne rzeczy do mycia. Z wykonywaniem rozkazu towarzyszył mi strach i niepewność.
Prysznice w więzieniu, w Sosnowcu.
Gdy wszedłem do pomieszczenia, o mało co nie zadławiłem się powietrzem. To miejsce było jednym wielkim prysznicem. Nie było kabin, tylko jedno wielkie pomieszczenie. Ethan popchnął mnie do przodu. Strażnicy wyszli od razu. Czarnowłosy siadł na małej ławeczce koło szafek, w których można było zostawić swoje rzeczy. Gdy chciałem odezwać się do chłopaka usłyszałem odgłos otwieranych metalowych drzwi. Do pomieszczenia weszli koledzy Ethan'a. O kurde.
- Hej malutki! - Blondi z różową grzywką podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Nick, zostaw go. - Warknął zdenerwowany Ethan. - To moja szynka.
- Chciałbyś. - Powiedział blond włosy i jeszcze mocniej mnie przytulił. Najwyższy chłopak z tej całej grupy odciągnął tego napaleńca ode mnie i sam podniósł mnie dość wysoko. Głową dotykałem sufitu. - Ej no! Oddawaj go. - Warknął Nick. - Noo, Kubuś...
- Jak mnie kurwa nazwałeś?! - Warknął brązowowłosy, stawiając mnie na ziemię, gdzie dopadł mnie popielatowłosy chłopak z dziwnym uśmiechem.
- Nosz kurwa Feliks! - Warknął Ethan, gdy zobaczył, że chłopak podnosi mnie i przytula do siebie. - Oddawaj go!
- Ty masz go na co dzień. - Burknął Feliks i posłał niebieskookiemu diabelski uśmieszek. Patrzyłem na to wszystko z niepokojem. Już nie wiem, który raz, która osoba mnie podnosi. Za dużo się dzieje. Niech was szlag. Jak się okazało, drugi czarnowłosy chłopak to Rafał. Ma piękne żółte oczy i rany po tępym nożu na nadgarstkach. Gdy chłopcy się rozebrali od razu rzucili się na mnie jak Reksio na szynkę. Stałem tam pół nagi i przestraszony. Niech robią sobie co chcą... Mnie to nie obchodzi. A jak stracisz dziewictwo? Przekląłem cicho.
Ej no Kuba przesuń się! - Warknął mój współlokator próbujac przedrzeć się przez trzech napalonych facetów tworzących mur. Chłopak wyciągnał zapalniczkę i wódkę dobrze ukrytą w szafce. Pierdolić to, że na suficie jest alarm. Moje źrenice rozszerzyły się. On zamierza to zrobić. Gdy chłopak miał już pic alkohol, do celi wbiegli odziani w przeciwpożarowe mundury strażnicy. Obezwładnili Ethan'a i wyprowadzili go nie wiadomo gdzie. Gdy metalowe drzwi zamknęły się za strażnikami, chłopcy nadal nie odeszli nawet na krok. Czemu ich ode mnie nie odepchnęli? Oni im na to pozwalają?! To nienormalne. Chciałem piszczeć, krzyczeć i wierzgać jak szalony, ale wiedziałem, że wtedy uznaliby mnie za wariata i wepchali siłą do psychiatryka. Zawsze byłem słaby psychicznie. Miałem około czterech prób samobójczych. Przez dziewczynę, przez kolegów, przez rodziców, po stracie najbliższego kumpla. Ma dojść jeszcze piąta?
- To co, zabawimy się? - Spytał Nick sugestywnie poruszając brwiami.
- Nie... - Szepnąłem chowając się w wzgłębieniu w ścianie. Rafał nie odzywał się, przebrał się i od razu poszedł pod prysznic. Widziałem jak z jego ran wypływa krew, widziałem jego szwy i tatuaże. Wiele tatuaży. Na plecach miał niebieskiego, chińskiego smoka wodnego. Był cudowny.
- Okej, to losujemy. No to Rafał i wszyscy pomyślmy jakąś liczbę od jednego do czterech. Porucha ten, którego numer wypadnie. - Powiedział zadowolony ze swojego pomysłu Feliks. - Okej, ja i tak wiem jaki wy pomyślicie; znam was. Okej, to teraz młody. Powiedz jakiś numerek od jednego do czterech, zobaczymy na kogo wypadnie.
- Cz-cztery. - Wszyscy chłopcy zajęczeli niezadowoleni. Rafał widocznie z małym uśmiechem rozepchał się pomiędzy kolegami i nieśmiało wziął mnie na ręce. Mimo tego, że jest niższy od reszty jest naprawdę silny.
- Spokojnie, nic Ci nie zrobię. - Szepnął mi do ucha. - Nie jestem taki.
Gdy chłopak delikatnie zaczął mnie rozbierać spłonąłem rumieńcem. Reszta patrzała na swojego kolegę z zazdrością. Myli się pod ścianą po drugiej stronie. Patrzyli, jak chłopak opiekuńczo patrzy na mnie. Jak stara się, bym się nie bał. Uśmiechał się powoli zdejmując moje ubrania. Myślałem, że jest taki sam jak oni. Dziwny, nadpobudliwy czy jest sadystą. Jednak nic na to nie wskazywało. Gdy już byliśmy 'gotowi' weszliśmy pod ciepły strumień. Chłopak namydlił sobie ręce i zaczął myć mi ciało. Jego ruchy były delikatne i wolne. Lekko pieścił moje ciało. Byliśmy tak blisko, jednak on nic mi nie zrobił. Nic podejrzanego, po prostu mył mnie.Gdy nagle upadło mu mydło, przestraszyłem się jak małe dziecko. Jednak żółtooki podniósł je szybko i sprawnie. Gdy mył mi delikatnie włosy, przez moje ciało przeszedł dreszcz przyjemności. Nie jest źle. Chłopak robił to z precyzją i uśmiechem na ustach. Nie odzywał się, ale widziałem na jego ustach uśmiech. A jego uśmiech wprost rozjaśniał moje wnętrze. Teraz, gdy przylizał swoje włosy do tyłu, widziałem jego piękne kocie oczy. Nigdy nie widziałem tak wspaniałych oczu jak te. Takie tajemnicze, ciepłe, wyrażające wszystkie uczucia. Piękne.
Cela 69, więzienie w Sosnowcu
Gdy wróciłem do celi, moje włosy były jeszcze mokre. Od razu położyłem się do łóżka nie zwracając uwagi na to, że pewnej osoby brakuje w tym pokoju. W sumie cieszyłem się, że go nie ma. Dzisiejszy dzień nie był taki zły jak mi się wydawało. Cieszę się, że wybrałem Rafała, nie wiem, co by było gdybym wybrał Nick'a. Gdy moje powieki opadły, szybko zasnąłem.
Obudziły mnie delikatne i jaskrawe promienie wschodzącego słońca. Przetarłem oczy i pierwsze co zobaczyłem to twarz. Twarz Ethan'a. Chłopak spał. Krzyknął bezgłośnie, gdy objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Moje policzki przybrały kolor pomidorka, a źrenice rozszerzyły się. W mojej głowie kłębiło się sto pytań. Czemu jestem w samej bliźnie? Czemu on ma tylko koszulkę i bokserki na sobie? Czemu leżymy pod jedną pościelą i do tego w jednym łóżku?
- Ethan...? - Szepnąłem. Boje się go zbudzić. Boję się, że znowu mi coś zrobi. Gdy poparzył mnie papierosem bolało. Rana nadal jest bardzo widoczna. Boje się jego i jego kolegów. Patrzyli na mnie jak na dziwkę. Czy jako, iż jestem najmłodszy... No i najładniejszy... Muszę robić za...
- Co? - Warknął cicho szatyn i jeszcze mocniej wtulił mnie w swój umięśniony tors, który skrywał pod koszulką.
- Puścisz mnie? - Spytałem, a chłopak otworzył oczy, po czym się uśmiechnął.
- Nie, moja szynka zostaje ze mną. - Uśmiechnął się ponownie i odwrócił mnie plecami do siebie. Poczułem jego spokojny oddech na moich włosach, oraz jego ciepłe i duże dłonie oplatające moje ciało. - Dzisiaj idziemy pod prysznic... Nareszcie poznam każdy centymetr twojego ciała.
Po moim ciele przeszły dreszcze. Jego słowa dudniły w mojej głowie i spowodowały, że moje policzki pokryły się rumieńcem. Chłopak przejechał wilgotnym językiem po mojej szyi. Próbowałem uciec, lecz jego silne ręce nie pozwoliły mi na to. Gdy poczułem jak ssa moją skórę, wiedziałem, że chce mnie naznaczy. Chce, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem jego. Nawet nie wiem jak wyglądają te wspólne prysznice. Czy są takie jak na filmach, że jak upuścisz mydło i się po nie schylisz wezmą cię od tyłu, czy są normalne i da się umyć gdy ogląda cię tuzin facetów bez ubrań. Ale jednocześnie coś mnie ciągnie do tego prysznica, a jest tym czymś ciekawość. Chciałbym zobaczyć nagie ciało Ethan'a. Jego tatuaże, rany czy szwy. Ale czemu? Czemu wyobrażam sobie niebieskookiego pod prysznicem? To nienormalne, chore i nierealne. To sen. Ja... Nie myślałbym o czymś takim. Czemu to jest takie powalone?
- O czym myślisz? - Szepnął mi do ucha, po czym lekko je nadgryzł, prosto w ranę. Zabolało, i to bardzo.
- Nie, proszę... - Szepnąłem cicho. Mimo głośności dźwięku, który z siebie wydawałem czuć było w nim strach. To prawda, bałem się. On mnie krzywdzi. Gryzie, przypala, naznacza. Czerwone ślady niedługo zaleją moją skórę. Moja odwaga postawiła żagiel i odpłynęła w siną dal za horyzonty strachu. Wrażliwość oraz strach przejęły moją podświadomość. Strach miesza się ze wstydem, bólem... Z wszystkimi negatywnymi uczuciami. To co czuję, to wybuchowa reakcja. Gdy ona wybuchnie, wybuchnę i ja. Mimo moich jęków chłopak nie przestawał nawet na chwilę. Szarpanie z nim nie miało sensu. Krzyk nic nie da. Płacz.
Zacząłem szlochać. Na początku cicho, ale gdy ten nie przestawał rozpłakałem się, jak dziecko.
- Ciszej, albo sam cię uciszę, gówniarzu. - Warknął nadal bawiąc się moją raną na uchu. Lizał ją, ssał, podgryzał. Bawił się.
Mimo jego groźby nadal płakałem, popatrzyłem się na niego moimi szmaragdowymi oczami zalanymi łzami. Poczułem, jak po mojej szyi spływa krew z rany którą przegryzł. Jego mokrym językiem kreślił kółka, by zlizać moją krew. Mój płacz nie ustawał, a ja zacząłem się szarpać.
- Nie! Zostaw! - Krzyczałem rozpaczliwie, na co chłopak przeklął. Pociągnął mnie za włosy i przytrzymywał przy sobie. Płakałem. Trząsłem się. Przez głowę przeleciały mi chaotyczne myśli, wręcz samobójcze. Strach coraz szybciej obezwładniał moje ciało. Łzy zalewały materac i wszystko dookoła. Wszystko mnie bolało. Zwinąłem się w kłębek i pozwalałem mu na to. Gdy chłopak się znudził, wstał i poszedł do toalety zostawiając mnie kompletnie samego. Przykryłem się kołdrą aż po czubek nosa. Nie chcę tu być. Chcę być w ciepłym domu, w którym jest bezpiecznie i nikt mnie nie krzywdzi. Gdy uspokoiłem się, do celi ktoś wszedł. Niepewnie odwinąłem kołdrę i ujrzałem Edwarda.
- Co ci zrobił? No... Już, pokaż gdzie boli. - Chłopak delikatnie złapał mnie za podbródek i oglądając mnei z każdej strony notował coś w zeszycie. Gdy skończył, zaczął bandażować moją ranę na uchu. Na moich policzkach było widać zaschnięte łzy. Chłopak po skończeniu roboty położył się obok mnie na łóżku.
- Przeniesiecie mnie do innej celi? Błagam. - Popatrzałem na niego prosząco. Chłopak momentalnie posmutniał. Przygryzł wargę i jakby zastanawiając się, przedłużał odpowiedź.
- Niestety, nie mogę cię przenieść, ponieważ nie ma wolnego miejsca. Wybacz. - Powiedział cicho i wyciągnął z kieszeni lizaka. Masz, może to cię pocieszy.
Niepewnie wziąłem lizaka od stróża prawa i położyłem go pod poduszką. Chłopak przykryl mnie pościelą i odszedł bez słowa. Po drodze odkluczył łazienkę, wpuszczając do pokoju wkurzonego Ethan'a. Przestraszony schowałem się jeszcze bardziej i dodatkowo skuliłem.
- Hej, hej, nie chowaj się dzieciaku, przepraszam. Proszę wyjdź. - Zagadał przesłodzonym głosem. Zatrząsłem się i wyszedłem z mojego ukrycia. Na powitanie chłopak złączył nasze usta w brutalnym pocałunku. Gdy próbowałem się wyrwać chłopak złapał mnie za włosy i mocno pociągnął. Pisnąłem. Ponoć palenie żywcem najbardziej boli, jednak mnie najbardziej boli ciągnięcie za włosy, ten ból jest nie do opisania. Gdy chłopak przygryzł moją wargę po mojej brodzie ściekała moja krew. W oczach pojawiły się łzy, gdy zobaczyłem, że chłopak nie ma zamiaru przestać. Dla niego to była zabawa, a dla mnie ból...
- Ethan... To boli... - Łkałem.
- Zamknij się gówniarzu, to ma boleć. - Warknął w moje usta. Gdy poczułem jak odpina pasek od moich spodni drgnąłem jak przestraszony. Ja nie chcę stracić dziewictwa. Ja wolę być męską dziewicą! Nie chcę. Tak bardzo nie chcę!
- Nie! - Krzyknąłem gdy powoli ściągał moje dżinsy z nóg.
- Ciii. - Położył palec na moich ustach i uśmiechnął się podle. Jego uśmiech, zachowanie, ból jaki mi sprawiał. To dla mnie za dużo. Jestem jeszcze dzieckiem! Przyznaję się... Jestem gówniarzem. Ale czemu akurat ja muszę być w tej celi z tym gościem? To nie sprawiedliwe!
- Przestań, proszę... - Z moich oczu wypływało coraz więcej łez. Byłem bezsilny. Nie miałem tyle odwagi, siły czy sprytu, żeby się z nim równać. Jestem żałosny. I słaby.
- Nie proś, bo to nic nie da.
Oblizał wargi, a potem zaczął jeździć swoim językiem wzdłuż moich gołych już nóg. Nic mi nie pomoże. Nikt mi nie pomoże. Nagle poczułem ból w okolicach mojego uda. Krzyknąłem. Gdy zobaczyłem krew i uśmiech tego potwora, wiedziałem. Ugryzł mnie. Spanikowałem. Zacząłem wierzgać się i wyrywać spod ciała Ethan'a. Byłem cały roztrzęsiony. Nikt mi nigdy nie sprawił tyle bólu co ten chłopak, a znamy się dopiero trzy dni. Nie znam jego przeszłości, nie wiem za co siedzi, nic o nim nie wiem. Znam jego imię i nazwisko: Ethan Carther. I tyle. Nigdy nie wyobrażałem sobie siebie w więzieniu, wśród najgorszych więźniów. Nigdy.
- Boli? - Spytał chłopak szeptem nadal mnie przytrzymując.
- T-tak. Pro-proszę, przestań.
- Gdy chłopak miał mi zdjąć bokserki, zza metalowych drzwi usłyszeliśmy 'Prysznic'. Chłopak przeklął, wstał i rzucił mi spodnie oraz resztę moich ubrań.
- Ubieraj się. Już. - Warknął patrząc na mnie wzrokiem zabójcy. Jego chłodny wzrok sprawiał, że coraz bardziej bałem się tego człowieka. Jego zachowania, wszystkiego co było z nim związane. Boję się i chyba nigdy nie przestanę. Ubrałem się posłusznie, a po chwili do celi weszło czterech strażników. Przeszukali nas a potem kazali wziąć wszystkie potrzebne rzeczy do mycia. Z wykonywaniem rozkazu towarzyszył mi strach i niepewność.
Prysznice w więzieniu, w Sosnowcu.
Gdy wszedłem do pomieszczenia, o mało co nie zadławiłem się powietrzem. To miejsce było jednym wielkim prysznicem. Nie było kabin, tylko jedno wielkie pomieszczenie. Ethan popchnął mnie do przodu. Strażnicy wyszli od razu. Czarnowłosy siadł na małej ławeczce koło szafek, w których można było zostawić swoje rzeczy. Gdy chciałem odezwać się do chłopaka usłyszałem odgłos otwieranych metalowych drzwi. Do pomieszczenia weszli koledzy Ethan'a. O kurde.
- Hej malutki! - Blondi z różową grzywką podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Nick, zostaw go. - Warknął zdenerwowany Ethan. - To moja szynka.
- Chciałbyś. - Powiedział blond włosy i jeszcze mocniej mnie przytulił. Najwyższy chłopak z tej całej grupy odciągnął tego napaleńca ode mnie i sam podniósł mnie dość wysoko. Głową dotykałem sufitu. - Ej no! Oddawaj go. - Warknął Nick. - Noo, Kubuś...
- Jak mnie kurwa nazwałeś?! - Warknął brązowowłosy, stawiając mnie na ziemię, gdzie dopadł mnie popielatowłosy chłopak z dziwnym uśmiechem.
- Nosz kurwa Feliks! - Warknął Ethan, gdy zobaczył, że chłopak podnosi mnie i przytula do siebie. - Oddawaj go!
- Ty masz go na co dzień. - Burknął Feliks i posłał niebieskookiemu diabelski uśmieszek. Patrzyłem na to wszystko z niepokojem. Już nie wiem, który raz, która osoba mnie podnosi. Za dużo się dzieje. Niech was szlag. Jak się okazało, drugi czarnowłosy chłopak to Rafał. Ma piękne żółte oczy i rany po tępym nożu na nadgarstkach. Gdy chłopcy się rozebrali od razu rzucili się na mnie jak Reksio na szynkę. Stałem tam pół nagi i przestraszony. Niech robią sobie co chcą... Mnie to nie obchodzi. A jak stracisz dziewictwo? Przekląłem cicho.
Ej no Kuba przesuń się! - Warknął mój współlokator próbujac przedrzeć się przez trzech napalonych facetów tworzących mur. Chłopak wyciągnał zapalniczkę i wódkę dobrze ukrytą w szafce. Pierdolić to, że na suficie jest alarm. Moje źrenice rozszerzyły się. On zamierza to zrobić. Gdy chłopak miał już pic alkohol, do celi wbiegli odziani w przeciwpożarowe mundury strażnicy. Obezwładnili Ethan'a i wyprowadzili go nie wiadomo gdzie. Gdy metalowe drzwi zamknęły się za strażnikami, chłopcy nadal nie odeszli nawet na krok. Czemu ich ode mnie nie odepchnęli? Oni im na to pozwalają?! To nienormalne. Chciałem piszczeć, krzyczeć i wierzgać jak szalony, ale wiedziałem, że wtedy uznaliby mnie za wariata i wepchali siłą do psychiatryka. Zawsze byłem słaby psychicznie. Miałem około czterech prób samobójczych. Przez dziewczynę, przez kolegów, przez rodziców, po stracie najbliższego kumpla. Ma dojść jeszcze piąta?
- To co, zabawimy się? - Spytał Nick sugestywnie poruszając brwiami.
- Nie... - Szepnąłem chowając się w wzgłębieniu w ścianie. Rafał nie odzywał się, przebrał się i od razu poszedł pod prysznic. Widziałem jak z jego ran wypływa krew, widziałem jego szwy i tatuaże. Wiele tatuaży. Na plecach miał niebieskiego, chińskiego smoka wodnego. Był cudowny.
- Okej, to losujemy. No to Rafał i wszyscy pomyślmy jakąś liczbę od jednego do czterech. Porucha ten, którego numer wypadnie. - Powiedział zadowolony ze swojego pomysłu Feliks. - Okej, ja i tak wiem jaki wy pomyślicie; znam was. Okej, to teraz młody. Powiedz jakiś numerek od jednego do czterech, zobaczymy na kogo wypadnie.
- Cz-cztery. - Wszyscy chłopcy zajęczeli niezadowoleni. Rafał widocznie z małym uśmiechem rozepchał się pomiędzy kolegami i nieśmiało wziął mnie na ręce. Mimo tego, że jest niższy od reszty jest naprawdę silny.
- Spokojnie, nic Ci nie zrobię. - Szepnął mi do ucha. - Nie jestem taki.
Gdy chłopak delikatnie zaczął mnie rozbierać spłonąłem rumieńcem. Reszta patrzała na swojego kolegę z zazdrością. Myli się pod ścianą po drugiej stronie. Patrzyli, jak chłopak opiekuńczo patrzy na mnie. Jak stara się, bym się nie bał. Uśmiechał się powoli zdejmując moje ubrania. Myślałem, że jest taki sam jak oni. Dziwny, nadpobudliwy czy jest sadystą. Jednak nic na to nie wskazywało. Gdy już byliśmy 'gotowi' weszliśmy pod ciepły strumień. Chłopak namydlił sobie ręce i zaczął myć mi ciało. Jego ruchy były delikatne i wolne. Lekko pieścił moje ciało. Byliśmy tak blisko, jednak on nic mi nie zrobił. Nic podejrzanego, po prostu mył mnie.Gdy nagle upadło mu mydło, przestraszyłem się jak małe dziecko. Jednak żółtooki podniósł je szybko i sprawnie. Gdy mył mi delikatnie włosy, przez moje ciało przeszedł dreszcz przyjemności. Nie jest źle. Chłopak robił to z precyzją i uśmiechem na ustach. Nie odzywał się, ale widziałem na jego ustach uśmiech. A jego uśmiech wprost rozjaśniał moje wnętrze. Teraz, gdy przylizał swoje włosy do tyłu, widziałem jego piękne kocie oczy. Nigdy nie widziałem tak wspaniałych oczu jak te. Takie tajemnicze, ciepłe, wyrażające wszystkie uczucia. Piękne.
Cela 69, więzienie w Sosnowcu
Gdy wróciłem do celi, moje włosy były jeszcze mokre. Od razu położyłem się do łóżka nie zwracając uwagi na to, że pewnej osoby brakuje w tym pokoju. W sumie cieszyłem się, że go nie ma. Dzisiejszy dzień nie był taki zły jak mi się wydawało. Cieszę się, że wybrałem Rafała, nie wiem, co by było gdybym wybrał Nick'a. Gdy moje powieki opadły, szybko zasnąłem.
Dzień drugi.
Ethan
Gdy następnego dnia obudziłem się, ujrzałem spokojną twarz tego gówniarza. Spał na pierwszy piętrze dwupiętrowego łóżka naprzeciwko mnie. Wygląda całkiem słodko. Oj chrzanić zasady: wygląda mega słodko. Dziecięca twarz, szare, niezniszczone i błyszczące włosy oraz malutkie uszka. Lekko zadarty nosek tylko dodawał mu jeszcze większego uroku. Z jego ust sączyła się cienka strużka śliny. Kulka słodkości. Oni go tu zabiją, albo zgwałcą pod prysznicem. Będę musiał trzymać się blisko niego, żeby mu nie zrobili dużej krzywdy. Kurwa mać. Czuję się jak zabujana nastolatka. Rozumiem, że sam siedzę w tej celi aż 3 lata, no a mój stan psychiczny już wykańczał sam siebie. To chore. Naznacz go. Naznaczyć go? Ale jak? Tatuażu mu nie zrobię, no chyba, że będzie mi się nadal stawiał. Uderzyć. Uderzyłbym, ale szkoda takiej buźki. Ale masz jebany dylemat, Ethan. Pięknie. Wstałem ze swojego łóżka i podszedłem do niego. Spał jak małe dziecko. Zwinięty w kulkę przytulał się do poduszki. Nawet nie chrapał. 17 lat. Rozszarpią go na kawałeczki. A jak stanę w jego obronie, to stracą strach, który do mnie czują. Dość długo zbierałem szacunek i strach. Niech sam sobie radzi.
Kilka godzin później, cela 69
Gdy młody się obudził nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że go obserwuję z górnego piętra. Chodził po pokoju, raz do toalety, a raz patrzył przez okno.
- Co tak łazisz? - Spytałem, gdy oparł się o łóżko na którym siedziałem.
- Aaaa! - Noe jak oparzony odskoczył od łóżka i zaliczył glebę koło szafki. Zszedłem z łóżka jednym szybkim skokiem.
- Ale z ciebie łamaga. - Wyciągnąłem paczkę fajek i zapalniczkę.
- Nie można takich rzeczy trzymać w więzieniu. - Powiedział szybko.
- Jak się zapewne domyślasz mam takie przywileje, bo nawet strażnicy się mnie boją jak wpadnę w szał. - Odpaliłem jednego. - Chcesz spróbować?
- Nie. - Chłopak usiadł na pierwszym piętrze łóżka i podsunął się aż pod ścianę. - Ja nie palę i nie chcę. To zabija.
- Haha. - Zaśmiałem się. - Skąd to wiesz? Rodzice ci powiedzieli?
- Zamkniesz się? - Warknął cicho, jakby nie do mnie. Czas pokazać mu gdzie jego miejsce. Usiadłem tam gdzie on, złapałem za jego rękę i pociągnąłem za nią
- Lekcja pierwsza, bachorze. Nie warcz na mnie i nie uciszaj króla, jasne?! - Popatrzyłem na niego zimnym wzrokiem. Chłopak wystraszył się trochę, ale nie zrobił kroku.
- Prędzej ty potrzebujesz lekcji! - Wykrzyczał lekko speszony moimi słowami.
Koniec zabawy dzieciaku. Zaciągnąłem się po raz ostatni, a potem zgasiłem papierosa na jego skórze. Chłopak krzyknął i próbował ruszyć ręką, co sprawiało mu jeszcze większy ból. Kilka łez poleciało mu po policzkach. Uśmiechnąłem się szczęśliwy. Gdy skończyłem zabawę, puściłem jego rękę i oparłem się o drabinkę, a nogą uniemożliwiłem mu ucieczkę. Młody przez chwilę płakał, a potem zaczął się przyglądać bliźnie. To jeszcze nic.
- Jak tu trafiłeś? - Spytałem wyciągając kolejnego papierosa i odpalając go.
- Przez bycie świadkiem.. Długa historia - uspokoił się, ale nadal pocierał ranę. - A ty?
- Nieważne. - Zaciągnąłem się dymem i wciągnąłem go do płuc. Zakaszlałem. Cholerstwo nadal pali mimo, że nie raz się tak zaciągnąłem. - Opowiesz mi coś o sobie, dzieciaku?
- Mam 17 lat, niedawno przeniesiono mnie do liceum do Sosnowca, ze względu na moje zachowanie i wyniki...
- Aż tak słabe? - Zaśmiałem się i popatrzyłem na mojego papierosa. Jeszcze połówka.
- Właściwie dobrze się uczyłem i miałem dobre zachowanie, ale rodzice postanowili się ze mną tu przeprowadzić...
- Te miasto cieszy się złą sławą, wiesz? - Odkaszlnąłem.
- Dowiedziałem się tego dopiero jak zadzwonił do mnie w połowie drogi kumpel z ostrzeżeniem. - Przerwał nagle i kontynuował. - Nie możemy porozmawiać o czymś innym?
- W sumie czemu nie? - Patrzyłem przez okno, na niebieskie niebo takie jak kudły Edwarda.
- Wczoraj mówiłeś coś o jakiś ksywach. - Powiedział nieśmiało.
- A, tak. Ja mam ksywkę Nightmare.
- Ale dlaczego akurat Koszmar?
- Bo jestem tak straszny, że nawet najtwardsi z więźniów budzili się z krzykiem w nocy i wrzeszczeli MOJE imię. Tak jakbym był ich panem i władcą. - Pochwaliłem się. Dużo nie zarobię w jego oczach przez te przechwałki o więzieniu. Ale za to wyrobi mu się o mnie jakieś zdanie. Straszne.
Usłyszałem kroki. Czterech strażników. Nowość, czemu nie sześciu jak w tamtym tygodniu? Łajzy. Schowałem fajki i zapalniczkę.
- O-obiad. - Zająknął się jeden ze strażników. Wstałem, a chłopak niepewnie zrobił to samo. Poczochrałem mu włosy. Gdy strażnicy weszli od razu skuli mnie i małego. Chłopak z lekkim strachem patrzył na to, jak mnie przeszukują. Na szczęście schowałem fajki. Patrzyłem jak szukają w moich kieszeniach wszystkiego co niebezpieczne dla nich i dla więźniów. Robili to z wielką niechęcią, ponieważ słyszeli historię jak to zgwałciłem strażnika a potem go zabiłem. Ale o tym później.
- Stań przodem do ściany.
- Już, już. Co się tak spieszycie? Mam dożywocie, będziecie codziennie się ze mną spotykać. Czy to nie brzmi jak fajna zabawa? - Ostatnie słowa wyszeptałem. Poczułem, jak strażnicy srają się podejść. Z małym też działali ostrożnie. Wiedzieli, co ja sądzę o kimś kogo naznaczyłem czymkolwiek. Jemu poczochrałem włosy. Wiedzą, że jest mój.
Kilka minut później, stołówka w więzieniu w Sosnowcu
Usiadłem przy moim stałym miejscu. O właśnie TE miejsce wszyscy się biją. Z tej perspektywy widać wszystkie inne stoły jak i innych więźniów. Jest po prostu idealne.
Ogólnie sala obiadowa jest ogromna. Mieści się tutaj ok. 200 więźniów na raz. Każdy stolik ma określoną ilość krzeseł, np. w moim mieści się sześć osób. Ja, Nick, Feliks, Kuba i Rafał. Jedno miejsce (te koło mnie) zawsze jest puste. Dziś koło mnie zasiądzie Noe.
Chłopak siedział spokojnie koło mnie. Co chwilę uśmiechałem się do niego. Kiedy ten gówniarz się czerwieni wygląda bardzo słodko. Ach wezmę Cię... dziś przed tą kolacją.
- A nie powinniśmy iść po jedzenie? - Spytał chłopak cicho.
- Jak chcesz to idź. Ja nie jem obiadów. Smakują dziwnie, ale i tak gotują lepiej od Geslerowej. Przychodzę tu tylko i wyłącznie dla towarzystwa.
Nagle zobaczyłem kilka znajomych sylwetek idących w naszą stronę. Uśmiechnąłem się słodko. Nie słodko jak ten gówniarz, tylko słodko, ponieważ chwila tego wymagała!
Koledzy szli powoli w moją stronę. Na pierwszy rzut oka najbardziej wyróżniał się Nick. Blond włosy i przefarbowana na róż, pedalska grzyweczka. Wiadomo, kto gwałci pod prysznicem. Od razu odwzajemnił mój uśmiech i gdy zobaczył Noe'go sugestywnie poruszył brwiami i oblizał usta, a jego piwne oczy zabłysły. Ubrany w więzienny uniform nadal płonął seksapilem i otaczał wszystkich swoją różaną aurą. Romantyk z niego owszem, ale jeśli chodzi o 'trwały związek' to on odpada. Oczywiście za nim kroczył najwyższy z nas, Kuba, o czarnych jak węgiel oczach. Brąz włosy jak zwykle upięte w wysokiego kucyka, który lekko dodawał mu uroku. Kocha grać w kosza na zewnątrz, nienawidzi bezczynności. Szrama przecinająca jego szyję i tatuaż obok 'Oszukałem Śmierć' odstrasza wszystkich dookoła. Mięśnie ma też największe jednak mi to tam wisi. Uwielbia siłować się na rękę i wygrywać. Koło niego kroczy wchłonięty w swój mroczny świat Rafał. Jego ciemne jak mrok włosy zasłaniające jego piękne, żółte oczy wnerwiają mnie. Chłopak ma chyba najwięcej tatuaży z całego więzienia. Woli siedzieć w cieniu i grać sam ze swoją wyobraźnią w karty. Zdecydowanie najniższy z nas, ale za to najgrubszy. Chłopak nie raz zaskakiwał szybkością swoich rywali. To, że czyta książki, nie znaczy, że kujon. Potrafi przywalić tak, że poleci krew. Oczywiście na nim uwiesza się Feliks. Zawsze uśmiechnięty chłopak, który tak pociesza, że ma się ochotę popełnić samobójstwo albo kolejne morderstwo. Wkurza nawet zwierzęta. Jego długie popielate kłaki związane w niskiego kuca niczym nie przypominają pięknych włosów Noe'go. Oprócz tego, że Feliks ma oczy w kolorze gówna, to jeszcze wiecznie jest głodny. Chyba dlatego waży najwięcej. Każdy z nich ubrany jest ten sam, znajomy pomarańczowy uniform, tylko ja i Noe go nie mamy. Gdy panowie przyszli zaczęła się draka, kto siedzi koło mnie. Ostatecznie koło mnie siadł Rafał i jego straszna, mroczna aura.
- Kto to? - Zapytał siedzący koło MOJEGO chłopaka Feliks.
- To jest Noe. Nowy, mieszka ze mną w jednej celi. - Uśmiechnąłem się. Popatrzyłem po kolegach. Każdy bez wyjątku przyglądał się nowej maskotce naszego stołu.
- Jaki słodki. - Powiedział Nick i oblizał usta. - Aż chce się go zjeść.
- Nie pozwalam. Jest mój! - krzyknął Feli, czyli Feliks.
- Kto wam powiedział, że jest wasz? Jest mój! - Warknął Kuba.
- Ej, ej. Dzieciaki, uspokoić się. Jest mój, naznaczyłem go. - Pochwaliłem się. Złapałem rękę chłopaka i pokazałem im ranę po papierosie. Chłopak posłusznie pozwalał mi wywijać jego ręką w powietrzu.
- Słabo. - Fuknął Kuba. - Ale przyznaję, ja bym temu dziecku tak nie zrobił.
- Ja się tnę, ale nie mógłbym ciąć kogoś innego. - Przyznał Rafał i mruknął kilka przekleństw pod nosem, gdy zobaczył moje zawiedzione i wkurwione spojrzenie. Jak znowu mógł się pociąć?!
- Znowu się ciąłeś?! - Spytałem podnosząc brew do góry i patrząc na niego zimnym wzrokiem. Chłopak uciekał spojrzeniem. Wyszeptał ciche 'tak', a ja przekląłem pod nosem.
- Powiedz 'a' słodziaku. - Usłyszałem głos Nick'a, który chciał nakarmić Noe'go. Pierwszy raz dziecko zobaczyli, czy co?
- A wy co? - Spytałem kierując swoją uwagę na Noe'go, który jak najdalej odsuwał się od chłopaków, przez co o mało co na mnie nie wpadł. Wziąłem go na kolana, a tak bardziej dosłownie pomiędzy. Ugryzłem jego płatek ucha i poczułem, jak młody zaczyna się trząść i cicho jęczeć z bólu. Po chwili poczułem w ustach posmak metalu, posmak krwi. Przestałem się na chwilę nim bawić, by sprawdzić czy żaden strażnik nie idzie. Gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem chłopaków patrzących na MOJEGO gówniarza z porządaniem i rządzą seksu. Dawno się nie ruchało, co?
Zaśmiałem się cicho, na co chłopcy przestali spoglądać łapczywie na moją szynkę i zajęli się sobą.
Cela 69, więzienie w Sosnowcu
Usiadłem na swoim łóżku i zacząłem myśleć. Nowość. Młody spał na swoim łóżku tuż przy ścianie. A co gdybym? Wstałem i rozważając wszystkie argumenty za i przeciw, podjąłem ryzyko i ułożyłem się wygodnie na jego łóżku. Noe mruknął coś niewyraźnie pod nosem, a potem wtulił się w moje ramię. Jego włosy delikatnie głaskały moją rękę. Jego twarz, jej wyraz był taki spokojny. Dziecięce rysy, malinowe usta, małe uszka i ten nosek. Jeszcze z jego ust ciekła cienka strużka śliny. Nosz kurwa, zaraz krwotoku z nosa dostanę. Gdy moje powieki zaczęły się robić ciężkie, nie wytrzymałem. Zasnąłem z maluchem w jednym łóżku.
Gdy następnego dnia obudziłem się, ujrzałem spokojną twarz tego gówniarza. Spał na pierwszy piętrze dwupiętrowego łóżka naprzeciwko mnie. Wygląda całkiem słodko. Oj chrzanić zasady: wygląda mega słodko. Dziecięca twarz, szare, niezniszczone i błyszczące włosy oraz malutkie uszka. Lekko zadarty nosek tylko dodawał mu jeszcze większego uroku. Z jego ust sączyła się cienka strużka śliny. Kulka słodkości. Oni go tu zabiją, albo zgwałcą pod prysznicem. Będę musiał trzymać się blisko niego, żeby mu nie zrobili dużej krzywdy. Kurwa mać. Czuję się jak zabujana nastolatka. Rozumiem, że sam siedzę w tej celi aż 3 lata, no a mój stan psychiczny już wykańczał sam siebie. To chore. Naznacz go. Naznaczyć go? Ale jak? Tatuażu mu nie zrobię, no chyba, że będzie mi się nadal stawiał. Uderzyć. Uderzyłbym, ale szkoda takiej buźki. Ale masz jebany dylemat, Ethan. Pięknie. Wstałem ze swojego łóżka i podszedłem do niego. Spał jak małe dziecko. Zwinięty w kulkę przytulał się do poduszki. Nawet nie chrapał. 17 lat. Rozszarpią go na kawałeczki. A jak stanę w jego obronie, to stracą strach, który do mnie czują. Dość długo zbierałem szacunek i strach. Niech sam sobie radzi.
Kilka godzin później, cela 69
Gdy młody się obudził nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że go obserwuję z górnego piętra. Chodził po pokoju, raz do toalety, a raz patrzył przez okno.
- Co tak łazisz? - Spytałem, gdy oparł się o łóżko na którym siedziałem.
- Aaaa! - Noe jak oparzony odskoczył od łóżka i zaliczył glebę koło szafki. Zszedłem z łóżka jednym szybkim skokiem.
- Ale z ciebie łamaga. - Wyciągnąłem paczkę fajek i zapalniczkę.
- Nie można takich rzeczy trzymać w więzieniu. - Powiedział szybko.
- Jak się zapewne domyślasz mam takie przywileje, bo nawet strażnicy się mnie boją jak wpadnę w szał. - Odpaliłem jednego. - Chcesz spróbować?
- Nie. - Chłopak usiadł na pierwszym piętrze łóżka i podsunął się aż pod ścianę. - Ja nie palę i nie chcę. To zabija.
- Haha. - Zaśmiałem się. - Skąd to wiesz? Rodzice ci powiedzieli?
- Zamkniesz się? - Warknął cicho, jakby nie do mnie. Czas pokazać mu gdzie jego miejsce. Usiadłem tam gdzie on, złapałem za jego rękę i pociągnąłem za nią
- Lekcja pierwsza, bachorze. Nie warcz na mnie i nie uciszaj króla, jasne?! - Popatrzyłem na niego zimnym wzrokiem. Chłopak wystraszył się trochę, ale nie zrobił kroku.
- Prędzej ty potrzebujesz lekcji! - Wykrzyczał lekko speszony moimi słowami.
Koniec zabawy dzieciaku. Zaciągnąłem się po raz ostatni, a potem zgasiłem papierosa na jego skórze. Chłopak krzyknął i próbował ruszyć ręką, co sprawiało mu jeszcze większy ból. Kilka łez poleciało mu po policzkach. Uśmiechnąłem się szczęśliwy. Gdy skończyłem zabawę, puściłem jego rękę i oparłem się o drabinkę, a nogą uniemożliwiłem mu ucieczkę. Młody przez chwilę płakał, a potem zaczął się przyglądać bliźnie. To jeszcze nic.
- Jak tu trafiłeś? - Spytałem wyciągając kolejnego papierosa i odpalając go.
- Przez bycie świadkiem.. Długa historia - uspokoił się, ale nadal pocierał ranę. - A ty?
- Nieważne. - Zaciągnąłem się dymem i wciągnąłem go do płuc. Zakaszlałem. Cholerstwo nadal pali mimo, że nie raz się tak zaciągnąłem. - Opowiesz mi coś o sobie, dzieciaku?
- Mam 17 lat, niedawno przeniesiono mnie do liceum do Sosnowca, ze względu na moje zachowanie i wyniki...
- Aż tak słabe? - Zaśmiałem się i popatrzyłem na mojego papierosa. Jeszcze połówka.
- Właściwie dobrze się uczyłem i miałem dobre zachowanie, ale rodzice postanowili się ze mną tu przeprowadzić...
- Te miasto cieszy się złą sławą, wiesz? - Odkaszlnąłem.
- Dowiedziałem się tego dopiero jak zadzwonił do mnie w połowie drogi kumpel z ostrzeżeniem. - Przerwał nagle i kontynuował. - Nie możemy porozmawiać o czymś innym?
- W sumie czemu nie? - Patrzyłem przez okno, na niebieskie niebo takie jak kudły Edwarda.
- Wczoraj mówiłeś coś o jakiś ksywach. - Powiedział nieśmiało.
- A, tak. Ja mam ksywkę Nightmare.
- Ale dlaczego akurat Koszmar?
- Bo jestem tak straszny, że nawet najtwardsi z więźniów budzili się z krzykiem w nocy i wrzeszczeli MOJE imię. Tak jakbym był ich panem i władcą. - Pochwaliłem się. Dużo nie zarobię w jego oczach przez te przechwałki o więzieniu. Ale za to wyrobi mu się o mnie jakieś zdanie. Straszne.
Usłyszałem kroki. Czterech strażników. Nowość, czemu nie sześciu jak w tamtym tygodniu? Łajzy. Schowałem fajki i zapalniczkę.
- O-obiad. - Zająknął się jeden ze strażników. Wstałem, a chłopak niepewnie zrobił to samo. Poczochrałem mu włosy. Gdy strażnicy weszli od razu skuli mnie i małego. Chłopak z lekkim strachem patrzył na to, jak mnie przeszukują. Na szczęście schowałem fajki. Patrzyłem jak szukają w moich kieszeniach wszystkiego co niebezpieczne dla nich i dla więźniów. Robili to z wielką niechęcią, ponieważ słyszeli historię jak to zgwałciłem strażnika a potem go zabiłem. Ale o tym później.
- Stań przodem do ściany.
- Już, już. Co się tak spieszycie? Mam dożywocie, będziecie codziennie się ze mną spotykać. Czy to nie brzmi jak fajna zabawa? - Ostatnie słowa wyszeptałem. Poczułem, jak strażnicy srają się podejść. Z małym też działali ostrożnie. Wiedzieli, co ja sądzę o kimś kogo naznaczyłem czymkolwiek. Jemu poczochrałem włosy. Wiedzą, że jest mój.
Kilka minut później, stołówka w więzieniu w Sosnowcu
Usiadłem przy moim stałym miejscu. O właśnie TE miejsce wszyscy się biją. Z tej perspektywy widać wszystkie inne stoły jak i innych więźniów. Jest po prostu idealne.
Ogólnie sala obiadowa jest ogromna. Mieści się tutaj ok. 200 więźniów na raz. Każdy stolik ma określoną ilość krzeseł, np. w moim mieści się sześć osób. Ja, Nick, Feliks, Kuba i Rafał. Jedno miejsce (te koło mnie) zawsze jest puste. Dziś koło mnie zasiądzie Noe.
Chłopak siedział spokojnie koło mnie. Co chwilę uśmiechałem się do niego. Kiedy ten gówniarz się czerwieni wygląda bardzo słodko. Ach wezmę Cię... dziś przed tą kolacją.
- A nie powinniśmy iść po jedzenie? - Spytał chłopak cicho.
- Jak chcesz to idź. Ja nie jem obiadów. Smakują dziwnie, ale i tak gotują lepiej od Geslerowej. Przychodzę tu tylko i wyłącznie dla towarzystwa.
Nagle zobaczyłem kilka znajomych sylwetek idących w naszą stronę. Uśmiechnąłem się słodko. Nie słodko jak ten gówniarz, tylko słodko, ponieważ chwila tego wymagała!
Koledzy szli powoli w moją stronę. Na pierwszy rzut oka najbardziej wyróżniał się Nick. Blond włosy i przefarbowana na róż, pedalska grzyweczka. Wiadomo, kto gwałci pod prysznicem. Od razu odwzajemnił mój uśmiech i gdy zobaczył Noe'go sugestywnie poruszył brwiami i oblizał usta, a jego piwne oczy zabłysły. Ubrany w więzienny uniform nadal płonął seksapilem i otaczał wszystkich swoją różaną aurą. Romantyk z niego owszem, ale jeśli chodzi o 'trwały związek' to on odpada. Oczywiście za nim kroczył najwyższy z nas, Kuba, o czarnych jak węgiel oczach. Brąz włosy jak zwykle upięte w wysokiego kucyka, który lekko dodawał mu uroku. Kocha grać w kosza na zewnątrz, nienawidzi bezczynności. Szrama przecinająca jego szyję i tatuaż obok 'Oszukałem Śmierć' odstrasza wszystkich dookoła. Mięśnie ma też największe jednak mi to tam wisi. Uwielbia siłować się na rękę i wygrywać. Koło niego kroczy wchłonięty w swój mroczny świat Rafał. Jego ciemne jak mrok włosy zasłaniające jego piękne, żółte oczy wnerwiają mnie. Chłopak ma chyba najwięcej tatuaży z całego więzienia. Woli siedzieć w cieniu i grać sam ze swoją wyobraźnią w karty. Zdecydowanie najniższy z nas, ale za to najgrubszy. Chłopak nie raz zaskakiwał szybkością swoich rywali. To, że czyta książki, nie znaczy, że kujon. Potrafi przywalić tak, że poleci krew. Oczywiście na nim uwiesza się Feliks. Zawsze uśmiechnięty chłopak, który tak pociesza, że ma się ochotę popełnić samobójstwo albo kolejne morderstwo. Wkurza nawet zwierzęta. Jego długie popielate kłaki związane w niskiego kuca niczym nie przypominają pięknych włosów Noe'go. Oprócz tego, że Feliks ma oczy w kolorze gówna, to jeszcze wiecznie jest głodny. Chyba dlatego waży najwięcej. Każdy z nich ubrany jest ten sam, znajomy pomarańczowy uniform, tylko ja i Noe go nie mamy. Gdy panowie przyszli zaczęła się draka, kto siedzi koło mnie. Ostatecznie koło mnie siadł Rafał i jego straszna, mroczna aura.
- Kto to? - Zapytał siedzący koło MOJEGO chłopaka Feliks.
- To jest Noe. Nowy, mieszka ze mną w jednej celi. - Uśmiechnąłem się. Popatrzyłem po kolegach. Każdy bez wyjątku przyglądał się nowej maskotce naszego stołu.
- Jaki słodki. - Powiedział Nick i oblizał usta. - Aż chce się go zjeść.
- Nie pozwalam. Jest mój! - krzyknął Feli, czyli Feliks.
- Kto wam powiedział, że jest wasz? Jest mój! - Warknął Kuba.
- Ej, ej. Dzieciaki, uspokoić się. Jest mój, naznaczyłem go. - Pochwaliłem się. Złapałem rękę chłopaka i pokazałem im ranę po papierosie. Chłopak posłusznie pozwalał mi wywijać jego ręką w powietrzu.
- Słabo. - Fuknął Kuba. - Ale przyznaję, ja bym temu dziecku tak nie zrobił.
- Ja się tnę, ale nie mógłbym ciąć kogoś innego. - Przyznał Rafał i mruknął kilka przekleństw pod nosem, gdy zobaczył moje zawiedzione i wkurwione spojrzenie. Jak znowu mógł się pociąć?!
- Znowu się ciąłeś?! - Spytałem podnosząc brew do góry i patrząc na niego zimnym wzrokiem. Chłopak uciekał spojrzeniem. Wyszeptał ciche 'tak', a ja przekląłem pod nosem.
- Powiedz 'a' słodziaku. - Usłyszałem głos Nick'a, który chciał nakarmić Noe'go. Pierwszy raz dziecko zobaczyli, czy co?
- A wy co? - Spytałem kierując swoją uwagę na Noe'go, który jak najdalej odsuwał się od chłopaków, przez co o mało co na mnie nie wpadł. Wziąłem go na kolana, a tak bardziej dosłownie pomiędzy. Ugryzłem jego płatek ucha i poczułem, jak młody zaczyna się trząść i cicho jęczeć z bólu. Po chwili poczułem w ustach posmak metalu, posmak krwi. Przestałem się na chwilę nim bawić, by sprawdzić czy żaden strażnik nie idzie. Gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem chłopaków patrzących na MOJEGO gówniarza z porządaniem i rządzą seksu. Dawno się nie ruchało, co?
Zaśmiałem się cicho, na co chłopcy przestali spoglądać łapczywie na moją szynkę i zajęli się sobą.
Cela 69, więzienie w Sosnowcu
Usiadłem na swoim łóżku i zacząłem myśleć. Nowość. Młody spał na swoim łóżku tuż przy ścianie. A co gdybym? Wstałem i rozważając wszystkie argumenty za i przeciw, podjąłem ryzyko i ułożyłem się wygodnie na jego łóżku. Noe mruknął coś niewyraźnie pod nosem, a potem wtulił się w moje ramię. Jego włosy delikatnie głaskały moją rękę. Jego twarz, jej wyraz był taki spokojny. Dziecięce rysy, malinowe usta, małe uszka i ten nosek. Jeszcze z jego ust ciekła cienka strużka śliny. Nosz kurwa, zaraz krwotoku z nosa dostanę. Gdy moje powieki zaczęły się robić ciężkie, nie wytrzymałem. Zasnąłem z maluchem w jednym łóżku.
Dzień pierwszy.
Noe
Właśnie prowadzili mnie z rozprawy sądowej. Gdy usłyszałem wyrok, o mało co się nie popłakałem. Cztery lata w najgorszym więzieniu w Polsce. Nie najgorszym, w sensie najbrzydszym, o nie. To nowe więzienie przygotowane dla największych bandytów. A ja mam tam trafić, tylko za co? Za bycie świadkiem i wezwanie pogotowia. Pojebane, nie? Wszyscy są przeciwko mnie, chociaż są dowody na moją niewinność. Własny prawnik mi nie pomógł, tylko kazał przyznać się po to, bym dostał mniejszą karę. A tak właściwie o co mnie oskarżyli? O zabójstwo z wielkim okrucieństwem.
Podobno zadałem ofierze aż czterdzieści pięć ciosów tasakiem kuchennym.. Szkoda gadać. Rodzice płakali, przyjaciele mówili "trzymaj się". Będę tęsknił za życiem na wolności.
Byłem prowadzony przez dwóch, silnych i umięśnionych policjantów. Skuty kajdankami i wydany na pośmiewisko. Policjanci założyli mi kominiarkę i weszliśmy na "korytarz sławy". Gdy tylko mnie zobaczyli zaczęło się. Wszyscy robili zdjęcia i zadawali głupie pytania typu 'Czemu pan to zrobił', 'Co na to pana rodzice?' i 'Jak mogłeś? Mojego syna? Łajdaku!'. Czułem się strasznie, jakbym... Zabił człowieka. Ale ja jestem niewinny! Z moich oczu wypłynęły łzy. Patrzenie na świat szmaragdowymi oczami pseudo mordercy. Nie jestem mordercą, ale przez to wszystko tak się czuję. Tłumaczą się tylko winni. Przypomniały mi się słowa mojego nauczyciela historii, kawał skur... Znaczy idioty, ale jakoś zawsze wszyscy u niego zdawali.
Gdy wyszliśmy na zewnątrz kolejna grupa dziennikarzy wybiegła zrobić mi zdjęcie i znów pytać o coś durnego. No bo przecież '... ludzie chcą wiedzieć, panie R'. Niby nic, a kuje mnie przez to na sercu. Nazywają mnie potworem, nikczemnym mordercą... A nawet mnie nie znają! Usiadłem grzecznie koło policjantów. Jeden z nich zdjął mi maskę, a ja odetchnąłem z ulgą. Zadusiłbym się. Moje włosy opadły mi na oczy. Zdmuchnąłem je szybko i popatrzyłem przed siebie.
- Przepraszam... Za ile tam dojedziemy? - Spytałem najmilej i najgrzeczniej jak mogłem, choć krew się we mnie gotowała.
- Co, nie możesz się już doczekać? Jeszcze pięć minut.
Facet zaśmiał się, a ja przygryzłem nerwowo wargę. A co jeżeli trafię do takiej celi, w której będą gwałciciele? Albo pedofile? Nie chcę uprawiać seksu w tak młodym wieku!
- A.. A mogę wiedzieć z kim będę w celi? - Spytałem znowu, a policjantom skóra z różowokremowego koloru zmieniła się w prawie biały. Wyglądali jak trupy. Syknęli, a potem popatrzyli na mnie przepraszająco. Zrozumiałem. Chcą mnie umieścić w celi razem z jakąś szychą. No pięknie.
Kilka minut później, korytarz główny więzienia w Sosnowcu.
Teraz strażnicy prowadzili mnie spokojnie. Jakby w ogóle się nie spiesząc... Mieli inne stroje, inne miny. Bardziej ponure. Popatrzyłem na ściany, nie są one szare i smutne, są koloru biszkoptowego, a żarówki wesoło świecą mi nad głowa, jakby cieszyły się, że mają nowego kolegę. Przed nami wielkie tytanowe drzwi. Po głowie krążyła mi liczba 69. Nie ze względu na skojarzenia związane z nią, to po prostu numer mojej celi. Patrzę na boki. 67, 68... Faceci otwierają tytanowe drzwi i wchodzą ostrożnie do środka. 69 to pokój pierwszy od drzwi, po prawej. Jest na nim imię i nazwisko więźniów. Moje i... Ethan Carther. Znam skądś, ale nie wiem skąd. Mężczyźni szybko otworzyli cele, wepchali mnie do niej i szybko zamknęli za mną drzwi.
Oczywiste jest to, że zaliczyłem glebę, ale... No niestety nie sam. Wpadłem na większego od siebie niebieskookiego szatyna. Zmierzył mnie wzrokiem.
- Wstań ze mnie gówniarzu! - Warknął zły. Przestraszony szybko wstałem z podłogi i podszedłem do ściany. Chłopak wstał i otrzepywał się z kurzu. Cholerni strażnicy! Będę miał przerąbane pierwszego dnia.
- Ty jesteś tym.. ymm, nowym? Nie za młody jak na więzienie dla dużych chłopców? - Spytał z chamskim uśmiechem. Zagryzłem lekko wargę i skierowałem swój wzrok na podłogę. Szlak, mięśnie tego kolesia są dwa razy większe od mojej łydki. Chłopak ma na oko 23 lata, jest przystojny.. Stop! Zero homo! Hetero 99%
- Słuchaj mały, jak ja zadaję ci pytanie, to masz mi kurwa udzielić odpowiedzi, patrz mi w oczy! - Krzyknął, przez co wzdrygnąłem się. W moich oczach pojawiły się łzy. Ogarnij dupę! Stać cię na krzyk. - Nie rozkazuj mi! - Krzyknąłem i gwałtownie poderwałem głowę oraz dumnie wyprostowałem sylwetkę.
- Nie mogę? A kto mi zabroni, maluszku? - Spytał z szyderczym uśmiechem na jego ustach. - Ty?
- Może jestem niższy... No i mniejszy... Ale nie masz prawa mi rozkazywać, do cholery! - Patrzyłem wprost w jego lodowate oczy i chamski uśmiech, który robił się z każdym moim słowem jeszcze straszniejszy. Podszedł do mnie i przyszpilił mnie swoim ciałem do ściany.
- Mamy buntownika. - Oblizał usta, a ja próbowałem się wyrwać. Złapał moje ręce i umieścił je nad moją głową, by potem wpić się w moje usta z impetem. Ze zdziwienia rozszerzyłem je i cicho pisnąłem, gdy wsunął do nich swój jęzor. Zamknąłem oczy i nieświadomie oddałem pocałunek. Chłopak widząc to, pogłębił go i zaczął bawić się językiem w moich ustach. Stanąłem do boju o dominacje. Nasze języki tańczyły oplatając się. Chciałem choć trochę pokazać, że jestem facetem. Gówno z tego wyszło, chłopak wygrał i mruknął cicho ze szczęścia wprost w moje usta. Gdy oderwał się ode mnie, ja upadłem na podłogę i zacząłem dyszeć. Chłopak usiadł na pierwszym piętrze łóżka. Wstałem z podłogi i szybkim krokiem skierowałem się na górę łóżka. Wskoczyłem na nie i gdy wylądowałem na dość miękkim materacu odetchnąłem z ulgą. Nie chcę z nim gadać. Nie chcę wychodzić z tej celi. Ja chcę świętego spokoju.
- Jestem Ethan. A ty jak masz na imię dzieciaku? - Spytał chłopak. Usłyszałem skrzypienie łóżka, co znaczyło, że też się położył.
- Noe. - Odpowiedziałem dość nieśmiało.
- Haha. Ciekawe imię, zapalony katolik? - Spytał nie mogąc powstrzymać chichotu.
- Ateista. - Mruknąłem zły. - Sam sobie imienia nie wymyśliłem.
- Coś czuję, że będziesz miał ciekawą ksywkę.
- Ksywkę?
Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. 'Kolacja' usłyszeliśmy, a potem przez otwór w drzwiach wysunęły się dwie miski z owsianką. Jednak ani mi, ani temu cwaniakowi nie spieszyło się, by odebrać posiłek, który jeszcze parował. Strażnicy zabrali jedzenie. Jednak po chwili uslyszeliśmy otwieranie drzwi. Do pomieszczenia wszedł strażnik o długich, niebieskich włosach. Ubrany był w mundur. W ręku trzymał tacę z dwoma miskami.
- Ethan, jesteś aż tak leniwy, że nie możesz ruszyć dupy po jedzenie?
- Tak średnio mi się chciało... No ale przyzwyczaiłem się, że to ty przynosisz mi jedzenie. - Uśmiech Ethan'a był dosyć straszny dla mnie. Niebieskowłosy popatrzył na mnie, a potem uśmiechnął się lekko.
- Jestem Edward. Tutejszy strażnik i przyjaciel tej szuji. - Chłopak podał mi rękę.
Uścisnąłem ją nieśmiało.
- No-noe.
- Piękne imię.
- Ej, nie podrywaj mojej szynki. Nie dla psa kiełbasa! - Warknął czarnowłosy wstając i biorąc od chłopaka jedzenie.
- Nie odzywaj się. Załatwiłem ci już tyle rzeczy, że powinieneś mi buty czyścić. - Zaśmiał się uroczo niebieskowłosy. No homo, no ale jest piękny.
- Wymień.
- Jedzenie, kilkanaście prób ognia, fajną celę, normalne ubranie. I co, mało ci zasrany królewiczu? - Powiedział Edward, a zielonooki oparł się delikatnie o barierkę łóżka, tam gdzie ja siedziałem.
Poczułem jego miękkie włosy na rękach. Wyciągnął z kieszeni czarną gumkę do włosów i podał mi ją.
- Umiesz wiązać włosy? - Dodał jeszcze.
- Ta-tak.
- A zrobisz mi koka? Tylko nie z całych włosów. Chcesz jakieś spinki czy coś?
- Ej panienki... - Zagadał zdenerwowany Ethan i pogłaskał swoje udo. - Ed, boli mnie siniak.
- Było się nie bić z tym czwartaczkiem. - Zaśmiał się chłopak, a ja zabrałem się za wiązanie włosów. Przykładałem się do mojej pracy... Jednak jednym uchem słuchałem ich rozmowy.
- Gówniarz zajął MOJE miejsce.
- Ale z ciebie sadysta idioto, wiesz że karetka go zabierała?
- Ma za swoje. Było nie pakować dupy na nieswoje miejsce! - Wrzasnął zły. Gdy skończyłem robić koka, oparłem się zmęczony o ścianę i zasnąłem.
Właśnie prowadzili mnie z rozprawy sądowej. Gdy usłyszałem wyrok, o mało co się nie popłakałem. Cztery lata w najgorszym więzieniu w Polsce. Nie najgorszym, w sensie najbrzydszym, o nie. To nowe więzienie przygotowane dla największych bandytów. A ja mam tam trafić, tylko za co? Za bycie świadkiem i wezwanie pogotowia. Pojebane, nie? Wszyscy są przeciwko mnie, chociaż są dowody na moją niewinność. Własny prawnik mi nie pomógł, tylko kazał przyznać się po to, bym dostał mniejszą karę. A tak właściwie o co mnie oskarżyli? O zabójstwo z wielkim okrucieństwem.
Podobno zadałem ofierze aż czterdzieści pięć ciosów tasakiem kuchennym.. Szkoda gadać. Rodzice płakali, przyjaciele mówili "trzymaj się". Będę tęsknił za życiem na wolności.
Byłem prowadzony przez dwóch, silnych i umięśnionych policjantów. Skuty kajdankami i wydany na pośmiewisko. Policjanci założyli mi kominiarkę i weszliśmy na "korytarz sławy". Gdy tylko mnie zobaczyli zaczęło się. Wszyscy robili zdjęcia i zadawali głupie pytania typu 'Czemu pan to zrobił', 'Co na to pana rodzice?' i 'Jak mogłeś? Mojego syna? Łajdaku!'. Czułem się strasznie, jakbym... Zabił człowieka. Ale ja jestem niewinny! Z moich oczu wypłynęły łzy. Patrzenie na świat szmaragdowymi oczami pseudo mordercy. Nie jestem mordercą, ale przez to wszystko tak się czuję. Tłumaczą się tylko winni. Przypomniały mi się słowa mojego nauczyciela historii, kawał skur... Znaczy idioty, ale jakoś zawsze wszyscy u niego zdawali.
Gdy wyszliśmy na zewnątrz kolejna grupa dziennikarzy wybiegła zrobić mi zdjęcie i znów pytać o coś durnego. No bo przecież '... ludzie chcą wiedzieć, panie R'. Niby nic, a kuje mnie przez to na sercu. Nazywają mnie potworem, nikczemnym mordercą... A nawet mnie nie znają! Usiadłem grzecznie koło policjantów. Jeden z nich zdjął mi maskę, a ja odetchnąłem z ulgą. Zadusiłbym się. Moje włosy opadły mi na oczy. Zdmuchnąłem je szybko i popatrzyłem przed siebie.
- Przepraszam... Za ile tam dojedziemy? - Spytałem najmilej i najgrzeczniej jak mogłem, choć krew się we mnie gotowała.
- Co, nie możesz się już doczekać? Jeszcze pięć minut.
Facet zaśmiał się, a ja przygryzłem nerwowo wargę. A co jeżeli trafię do takiej celi, w której będą gwałciciele? Albo pedofile? Nie chcę uprawiać seksu w tak młodym wieku!
- A.. A mogę wiedzieć z kim będę w celi? - Spytałem znowu, a policjantom skóra z różowokremowego koloru zmieniła się w prawie biały. Wyglądali jak trupy. Syknęli, a potem popatrzyli na mnie przepraszająco. Zrozumiałem. Chcą mnie umieścić w celi razem z jakąś szychą. No pięknie.
Kilka minut później, korytarz główny więzienia w Sosnowcu.
Teraz strażnicy prowadzili mnie spokojnie. Jakby w ogóle się nie spiesząc... Mieli inne stroje, inne miny. Bardziej ponure. Popatrzyłem na ściany, nie są one szare i smutne, są koloru biszkoptowego, a żarówki wesoło świecą mi nad głowa, jakby cieszyły się, że mają nowego kolegę. Przed nami wielkie tytanowe drzwi. Po głowie krążyła mi liczba 69. Nie ze względu na skojarzenia związane z nią, to po prostu numer mojej celi. Patrzę na boki. 67, 68... Faceci otwierają tytanowe drzwi i wchodzą ostrożnie do środka. 69 to pokój pierwszy od drzwi, po prawej. Jest na nim imię i nazwisko więźniów. Moje i... Ethan Carther. Znam skądś, ale nie wiem skąd. Mężczyźni szybko otworzyli cele, wepchali mnie do niej i szybko zamknęli za mną drzwi.
Oczywiste jest to, że zaliczyłem glebę, ale... No niestety nie sam. Wpadłem na większego od siebie niebieskookiego szatyna. Zmierzył mnie wzrokiem.
- Wstań ze mnie gówniarzu! - Warknął zły. Przestraszony szybko wstałem z podłogi i podszedłem do ściany. Chłopak wstał i otrzepywał się z kurzu. Cholerni strażnicy! Będę miał przerąbane pierwszego dnia.
- Ty jesteś tym.. ymm, nowym? Nie za młody jak na więzienie dla dużych chłopców? - Spytał z chamskim uśmiechem. Zagryzłem lekko wargę i skierowałem swój wzrok na podłogę. Szlak, mięśnie tego kolesia są dwa razy większe od mojej łydki. Chłopak ma na oko 23 lata, jest przystojny.. Stop! Zero homo! Hetero 99%
- Słuchaj mały, jak ja zadaję ci pytanie, to masz mi kurwa udzielić odpowiedzi, patrz mi w oczy! - Krzyknął, przez co wzdrygnąłem się. W moich oczach pojawiły się łzy. Ogarnij dupę! Stać cię na krzyk. - Nie rozkazuj mi! - Krzyknąłem i gwałtownie poderwałem głowę oraz dumnie wyprostowałem sylwetkę.
- Nie mogę? A kto mi zabroni, maluszku? - Spytał z szyderczym uśmiechem na jego ustach. - Ty?
- Może jestem niższy... No i mniejszy... Ale nie masz prawa mi rozkazywać, do cholery! - Patrzyłem wprost w jego lodowate oczy i chamski uśmiech, który robił się z każdym moim słowem jeszcze straszniejszy. Podszedł do mnie i przyszpilił mnie swoim ciałem do ściany.
- Mamy buntownika. - Oblizał usta, a ja próbowałem się wyrwać. Złapał moje ręce i umieścił je nad moją głową, by potem wpić się w moje usta z impetem. Ze zdziwienia rozszerzyłem je i cicho pisnąłem, gdy wsunął do nich swój jęzor. Zamknąłem oczy i nieświadomie oddałem pocałunek. Chłopak widząc to, pogłębił go i zaczął bawić się językiem w moich ustach. Stanąłem do boju o dominacje. Nasze języki tańczyły oplatając się. Chciałem choć trochę pokazać, że jestem facetem. Gówno z tego wyszło, chłopak wygrał i mruknął cicho ze szczęścia wprost w moje usta. Gdy oderwał się ode mnie, ja upadłem na podłogę i zacząłem dyszeć. Chłopak usiadł na pierwszym piętrze łóżka. Wstałem z podłogi i szybkim krokiem skierowałem się na górę łóżka. Wskoczyłem na nie i gdy wylądowałem na dość miękkim materacu odetchnąłem z ulgą. Nie chcę z nim gadać. Nie chcę wychodzić z tej celi. Ja chcę świętego spokoju.
- Jestem Ethan. A ty jak masz na imię dzieciaku? - Spytał chłopak. Usłyszałem skrzypienie łóżka, co znaczyło, że też się położył.
- Noe. - Odpowiedziałem dość nieśmiało.
- Haha. Ciekawe imię, zapalony katolik? - Spytał nie mogąc powstrzymać chichotu.
- Ateista. - Mruknąłem zły. - Sam sobie imienia nie wymyśliłem.
- Coś czuję, że będziesz miał ciekawą ksywkę.
- Ksywkę?
Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. 'Kolacja' usłyszeliśmy, a potem przez otwór w drzwiach wysunęły się dwie miski z owsianką. Jednak ani mi, ani temu cwaniakowi nie spieszyło się, by odebrać posiłek, który jeszcze parował. Strażnicy zabrali jedzenie. Jednak po chwili uslyszeliśmy otwieranie drzwi. Do pomieszczenia wszedł strażnik o długich, niebieskich włosach. Ubrany był w mundur. W ręku trzymał tacę z dwoma miskami.
- Ethan, jesteś aż tak leniwy, że nie możesz ruszyć dupy po jedzenie?
- Tak średnio mi się chciało... No ale przyzwyczaiłem się, że to ty przynosisz mi jedzenie. - Uśmiech Ethan'a był dosyć straszny dla mnie. Niebieskowłosy popatrzył na mnie, a potem uśmiechnął się lekko.
- Jestem Edward. Tutejszy strażnik i przyjaciel tej szuji. - Chłopak podał mi rękę.
Uścisnąłem ją nieśmiało.
- No-noe.
- Piękne imię.
- Ej, nie podrywaj mojej szynki. Nie dla psa kiełbasa! - Warknął czarnowłosy wstając i biorąc od chłopaka jedzenie.
- Nie odzywaj się. Załatwiłem ci już tyle rzeczy, że powinieneś mi buty czyścić. - Zaśmiał się uroczo niebieskowłosy. No homo, no ale jest piękny.
- Wymień.
- Jedzenie, kilkanaście prób ognia, fajną celę, normalne ubranie. I co, mało ci zasrany królewiczu? - Powiedział Edward, a zielonooki oparł się delikatnie o barierkę łóżka, tam gdzie ja siedziałem.
Poczułem jego miękkie włosy na rękach. Wyciągnął z kieszeni czarną gumkę do włosów i podał mi ją.
- Umiesz wiązać włosy? - Dodał jeszcze.
- Ta-tak.
- A zrobisz mi koka? Tylko nie z całych włosów. Chcesz jakieś spinki czy coś?
- Ej panienki... - Zagadał zdenerwowany Ethan i pogłaskał swoje udo. - Ed, boli mnie siniak.
- Było się nie bić z tym czwartaczkiem. - Zaśmiał się chłopak, a ja zabrałem się za wiązanie włosów. Przykładałem się do mojej pracy... Jednak jednym uchem słuchałem ich rozmowy.
- Gówniarz zajął MOJE miejsce.
- Ale z ciebie sadysta idioto, wiesz że karetka go zabierała?
- Ma za swoje. Było nie pakować dupy na nieswoje miejsce! - Wrzasnął zły. Gdy skończyłem robić koka, oparłem się zmęczony o ścianę i zasnąłem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)